niedziela, 18 listopada 2012

Rozdział 7

Rozdział 7.
hejhejhej. przepraszam was za to że to tak żmudnie idzie, ale
nie mam czasu. w dodatku chciałabym coś sensownego 
wymyślić. i proszę was bardzo serdecznie i zachęcam do 
wyrażenia opinii na temat rozdziału, swoje wskazówki itd. 
enjoy! 


-Ja... Jak... Cały czas tu stałeś? - spytała Hermiona.
- Tak. - brzmiała odpowiedź Freda.
- I... - nie wiedziała co powiedzieć.
         Zapadło głuche milczenie. Żadne z nich nie potrafiło się odezwać, nie wiedzieli co powinni sobie powiedzieć, choć Hermiona uważała, że to Fred powinien coś rzec. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy, a wiedziała, że on przygląda jej się zdawkowo. W końcu się przemogła i podniosła wzrok nieśmiało. Miała rację. Patrzył na nią z miną wprost nie o rozszyfrowania. Nie dało się zgadnąć co teraz czuje. Zgadywała, że zaraz wszystko jej wyrzuci, powie co go tak rozdrażniło. Trochę się przestraszyła. Nie chciała by miał do niej wyrzuty. Chyba dała to po sobie poznać, bo Fred uśmiechnął się słodko. Zmarszczyła brwi. Chłopak zbliżył się do niej o krok. Podniósł rękę i musnął nią jej policzek.
- Co ty...? - zająknęła się Hermiona, ale nie mogła dokończyć myśli, bo chłopak zamknął je usta pocałunkiem. Pozwoliła mu na to. W końcu postanowił coś powiedzieć, bo oderwał się od niej.
- Posłuchaj, to nie jest tak, że ja bym cię zostawił. W życiu! Jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć? Musiałaś mi nie ufać... - spuścił wzrok zasmucony, Hermiona chciała coś powiedzieć, ale on kontynuował - Rozumiem, ale chciałbym jakiegoś wyjaśnienia. Nie wiem co spowodowało, że przestałaś mi ufać. Ja jednak, prawda, pomyliłem się. Przepraszam. Wmieszałem w to George'a i Lee... Niepotrzebnie. To moja wina. Przepraszam. Przykro mi, ale moje zachowanie miało swoje powody. Nie usłyszałem od ciebie ani jednego słowa wyjaśnienia. Dlatego właśnie chciałem z tobą porozmawiać. Wyszedłem za tobą i Ginny. Usłyszałem waszą rozmowę. Z początku bardzo przypadkowo, ale usłyszałem, że mówisz o mnie - zarumienił się uroczo -Dlatego zrozumiałem, że naprawdę ci na mnie zależało. A więc skoro wszystko wyjaśnione to możemy... To znaczy.. Możemy spróbować jeszcze raz, tak? - spytał z nadzieją patrząc jej prosto w oczy.
         Hermiona spojrzała na niego wzruszona. Była naprawdę zaskoczona wyznaniem Freda, ale nie była pewna czy chce dalej to kontynuować. Kochała go, przynajmniej tak jej się wydawało, ale ona dalej nie zmieniła swojej opinii. Poza tym, teraz będzie musiała zdawać SUMy. Nie może się rozpraszać. Musi się skupić na nauce.
- Fred, teraz ty musisz mnie wysłuchać i proszę cię tylko nic nie mów, bo wtedy już nic nie powiem. Kocham cię, naprawdę, ale... ale ja nie mogę kontynuować tego związku. Przepraszam, ale nie dam rady. Może za rok. Teraz chciałabym się skupić na wszystkim innym. Harry wydaje się być czymś naprawdę załamany, a ja przez całe wakacje go olewałam. Proszę mam nadzieję, że zrozumiesz. Tylko nie mścij się na mnie. To naprawdę mnie zabolało. W każdym razie, nie. To moja odpowiedź. Nie. Więc, do zobaczenia. - odeszła nie patrząc mu w oczy. Wiedziała, że ma łzy w oczach. Ona też miała. Tym razem zerwali na serio. Nie jakoś tak bez wytłumaczenia. Teraz to już jest oficjalne.


         Następnego ranka Harry miał zupełną pustkę w głowie. Przynajmniej przez chwilę. Potem sobie wszystko przypomniał, a przyszło to ze zdwojoną siłą. Malfoy... Teraz nie czuł już wściekłości. Rozejrzał się po dormitorium i spostrzegł, że wszyscy już są na dole. Ubrał się więc szybko i zszedł do Pokoju Wspólnego. Tam jednak również nikogo nie było. To dziwne, pomyślał Harry i zmarszczył czoło zastanawiając się gdzie wszyscy poszli. Niemożliwe było, żeby wszyscy byli na śniadaniu, albo lekcjach. Zawsze ktoś był w pokoju wspólnym. Nigdy nie był pusty. Teraz już poważnie zaniepokojony pobiegł do Wielkiej Sali. Otworzył drzwi i wtedy przestraszył się nie na żarty. Był całkowicie pusty. Nie chodzi o to, że nie było nikogo, ale nie było też niczego. Wszystko znikło. Nie było długich stolików wszystkich czterech domów, nie było stołu nauczycielskiego, nie było wielkiego krzesła Dumbledore'a przypominającego tron. Nie było nawet świeczników na ścianach jak zawsze. U góry zamiast nieba, które zwykle było takie same jak to na zewnątrz, był sufit. Pierwszy raz Harry zobaczył sufit Wielkiej Sali. Co się stało? Pomyślał, żeby pobiec na błonia. Wybiegł więc z zamku po drodze nie spotykając nikogo, ani żywej, ani nawet martwej duszy. W końcu wybiegł na błonia. Wszystko znikło. Ziemia była cała poorana, jak jakieś pobojowisko. Nie było roślin, trawy. Niebo było całkowicie zachmurzone, a z chmur spadały wielkie krople deszczu.
- Co się stało? - zapytał na głos - Dlaczego jestem sam? - słychać było panikę w jego głosie.
- Nie jesteś sam - powiedział jakiś nieznajomy głos - Wciąż masz mnie.
- Kim jesteś? - zawołał przerażony Harry odwracając się i wszędzie szukając źródła tego tajemniczego głosu. - Pokaż się!
- Nie mogę. Nie byłoby zabawy. Jak myślisz kim jestem?
- A skąd mam wiedzieć? - warknął poirytowany.
- Nie wiesz? Szkoda. W takim razie ja też nie. Jestem twoją Tyche. Wiem czego potrzebujesz by być szczęśliwym, ale moja wiedza opiera się jedynie na tym co ty wiesz, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy.
- Co? Czy to jest sen? Co się dzieje? - spytał teraz już zdenerwowany.
- Tak, to jest sen. Inaczej nie mogłabym się z tobą porozumieć.
- Dobra, to znaczy, że przynajmniej nie zwariowałem. Ale o co tu chodzi?
- Zapomniałeś już? Ja nie wiem. To ty musisz się tego dowiedzieć.
- Irytujesz mnie. To sen! Przecież możesz to wiedzieć. Tu nie ma zasad. To tylko moja wyobraźnia.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz, a raczej wiesz, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy.
- To znaczy?
- Nie wiem.
- A czy jest coś co ty w ogóle wiesz?
- Wiem tyle co i ty. Znam twoje pragnienia i potrzeby, wiem wszystko o twoim życiu, ale oprócz tego posiadam dodatkową wiedzę na temat tego co się stanie.
- No wal. Podziel się tym co wiesz - burknął Harry bardzo chcąc się obudzić.
- Nie mogę. Skoro tak bardzo chcesz się obudzić to czemu tego nie zrobisz? - mruknęła Tyche jakby czytając w jego myślach.
- Och, daj spokój.
            Koniec. Obudził się. To dziwne, bo wszystko pamiętał. Tyche... Co to ma być? Nieważne, to tylko sen. Wstał wyrzucając z głowy te dziwne zdarzenie. Obudził Rona, który burknął coś niezadowolony z tego, że ktoś go budzi o nieprzyzwoitej porze. Ubrał się w szkolne szaty i wyszedł z dormitorium. W pokoju wspólnym poczekał na przyjaciela i razem ruszyli na pierwszą w tym roku lekcję obrony przed czarną magią.


______
~PadfootPatti

2 komentarze:

  1. Mam nadzieję, ze wkrótce pojawi się kolejny rozdział.

    ~Kirsta

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń