siemson.
no i następna notka, proszę zostawiajcie komentarze,
nie muszą być to oceny, ale chociażby coś żebym wiedziała,
że ktoś to w ogóle czyta :)
Następny dzień przyszedł bardzo szybko. Harry miał właściwie wrażenie, że w ogóle nie spał. Cały czas myślał o tym liście. Starał się wytłumaczyć samemu sobie czy to naprawdę coś znaczyło, bo nie miał pojęcia co o tym myśleć. Miał w głowie ułożonych kilka możliwości. Po pierwsze, Malfoy próbuje sobie z niego drwić, po drugie, próbuje go do czegoś nakłonić, po trzecie, próbuje go zwabić do swojego ojca. Brał pod uwagę wszystkie możliwe scenariusze, oprócz tego, który był dosłownie opisany w liście. Szczerze powiedziawszy po przeczytaniu wiadomości poczuł jeszcze większy wstręt do Dracona niż czuł wcześniej, o ile to w ogóle możliwe. Postanowił nie zaprzątać sobie tym głowy, przynajmniej na razie, ale w końcu już dzisiaj miał się z nim zobaczyć. Dziwne, ale przechodziły go dreszcze.
Wstał z łóżka wcześniej niż Ron, ale spojrzał na zegarek i obudził przyjaciela, bo pani Weasley zrobiłaby to dużo głośniej. Rudzielec podniósł się powoli usiłując nie zasnął po raz drugi. W końcu poszli umyć zęby i ubrali się w normalne, mugolskie ciuchy. Zeszli na dół na śniadanie, gdzie zastali resztę familii. Molly wciąż ich pospieszała, ale mieli jeszcze dużo czasu.
- Euj 'Arry, jauuz ybau jem kond a oha - wydukał Ron z ustami pełnymi jedzenia.
- Przepraszam Ron, nie rozumiem, mógłbyś powtórzyć? - spytał uprzejmie Harry. Rudzielec przełknął to co żuł.
- Mówię, że już chyba wiem skąd ta sowa - odpowiedział, tym razem wyraźnie.
- Ahhm... - mruknął Harry wyraźnie zaniepokojony tym co przyjaciel może teraz powiedzieć, więc wepchnął sobie do ust ostatni kawałek bułki i wstał od stołu - Dziękuję, pani Weasley, pójdę już na górę, muszę spakować jeszcze parę rzeczy. Wyszedł nie patrząc na Rona, który zrobił podejrzliwą minę, ale wzruszył ramionami i dalej jadł.
Hermiona odeszła od stołu zaraz po Harry'm. Pobiegła do pokoju żeby poczekać na Ginny, ale zamiast niej w drzwiach stanął Fred. Uśmiechnął się do niej szeroko i zamknął za sobą drzwi. Oczekiwał jej reakcji, ale ona tylko siedziała z uniesionymi brwiami, patrząc na niego zdawkowo.
- Dzień dobry - przywitał się ironicznie przeciągając sylaby.
- Witaj - powiedziała Hermiona bezbarwnym głosem.
- Coś się stało? - spytał chłopak, podchodząc bliżej. Mina trochę mu zrzedła. Zastanawiał się co może znaczyć zachowanie Hermiony.
- Musimy pogadać - oznajmiła krótko.
Fred nienawidził, szczerze nienawidził tych dwóch słów. To najbardziej irytujący zwrot, zaraz po: "Zostańmy przyjaciółmi" oraz "Nic mi nie jest". Jednak nie chciał się kłócić. Usiadł więc pokornie koło dziewczyny na łóżku patrząc na nią, ale ona tylko spuściła wzrok, przyglądając się swoim butom.
- No więc - zaczęła, wciąż na niego nie patrząc - Myślę, że nie powinniśmy tego dalej ciągnąć - wyrzuciła na jednym wydechu.
Freda zszokowało to, co powiedziała, nie powinni tego dalej ciągnąć? To znaczy, że z nim zrywa?
- Nie rozumiem, zrywasz ze mną? - wypowiedział na głos swoje myśli.
- Ja... ja... tak - wypowiedziała to bardzo wyraźnie, ale słychać było, że głos jej się załamał.
Chłopak spojrzał na nią pogardliwie. Zabolało. Bardzo zabolało. Bo niby czemu? Nawet nie dała mu powodu? Przecież nie było źle... Nigdy się nie skarżyła. Jeszcze wczoraj śmiali się w najlepsze, ukryci za szopą w ogrodzie, tak by nikt ich nie zobaczył, a dzisiaj... Fred poczuł w oczach łzy, więc wstał, podszedł do drzwi, ale odwrócił się jakby chciał coś jeszcze dodać. Hermiona spojrzała na niego, z nadzieją w oczach, choć nie wiadomo było na co liczyła. Widząc to chłopak zacisnął tylko wargi i wyszedł z pokoju zatrzaskując drzwi. Potruchtał do swojego pokoju, który był tylko parę kroków dalej, wszedł i rzucił się na łóżko. Oddychał ciężko starając się powstrzymać łzy. Zerwała z nim. Akurat w momencie, kiedy czuł, że nigdy mu tego nie zrobi. Ona to potrafi wszystko zepsuć. Pewnie nawet nigdy go tak naprawdę nie kochała. A on kretyn jej uwierzył! Szkoda słów. Ale Fred nie jest taki co popuszcza, o nie. Nie ma mowy. Nie ujdzie jej to płazem.
O w pół do jedenastej wszyscy członkowie rodziny Weasley'ów oraz Harry i Hermiona byli gotowi do odjazdu na King's Cross. Zapakowali się do samochodów, które, o dziwo, pan Weasley dostał z Ministerstwa. Na peronie byli akurat o jedenastej, więc Harry nie zdążył podziękować Molly za gościnę, bo musieli się pakować do pociągu. Szybko znalazł przedział i pociąg ruszył.
- Na co czekacie? Wchodźcie - zaprosił Rona i Hermionę do środka.
- My... Nie gniewaj się Harry, ale musimy iść z Ronem do przedziału dla prefektów - oznajmiła Hermiona smutnym tonem.
- Co? Prefe... - zdziwił się Harry, ale nie dokończył myśli, bo Ron wskazał na plakietkę - Dlaczego mi nie powiedzieliście? - spytał z wyrzutem.
- No wiesz... Jakoś nie było okazji - mruknął rudzielec.
- Jasne... - brunet przewrócił oczami. - Idźcie już.
Poszli więc i nic więcej nie odpowiedzieli. Harry siedział sam przez jakieś 10 minut, ale później dołączyli do niego bliźniacy oraz Lee Jordan. George i Lee zaczęli mu opowiadać o smakołykach jakie wynaleźli, ale Fred był coś nachmurzony i jakby, nieobecny. Błądził oczami po przedziale, a w końcu jego wzrok zatrzymał się na oknie i wyglądał przez nie przez resztę podróży. Harry nie zobaczył przyjaciół, ani na stacji w Hogsmeade, ani przy wejściu do Hogwartu. Wpadł tam, na osobę, której nie miał ochoty widzieć nigdzie, nie tylko w Hogracie. Wpadł na Draco Malfoya, znowu zresztą.
_______
mam nadzieję, że się podobało.
zostawcie komentarz :3
~PadfootPatti
czwartek, 30 sierpnia 2012
wtorek, 28 sierpnia 2012
Rozdział 2
siemson.
postanowiłam, że będę dodawać notki częściej, ale będą krótsze.
właściwie będę dodawać co tydzień, a raczej postaram się, ale myślę, że dam radę, bo
w końcu trzeba coś robić na lekcjach przez cały tydzień, nie? C:
Harry obudził się w dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. Przez cały ten czas ani razu nie wspomniał o wizycie w Eyelope ani Ronowi, ani Hermionie. Prawdę mówiąc już o tym zapomniał. Wiązało się to z dniem, w którym wpadł na Malfoy'a. Nigdy nie starał się powracać do niego w pamięci. Usilnie starał się o tym zapomnieć, ale jak na razie udawało mu się tylko nie myśleć o tym.
Spojrzał na zegarek zaspanymi oczami. Była ósma rano, więc Harry nie miał co liczyć na jeszcze chwilę snu. Zsunął się z łóżka i zerknął z ukosa na łóżko Rona, ale było puste. Pewnie jest w łazience, pomyślał wkładając spodnie. Był już ubrany, więc poszedł do łazienki, w której, ku zdumieniu zielonookiego, nie było Rona. Umył się, załatwił inne potrzeby i zszedł na dół, do salonu. Zastał tam dyskutujących Weasley'ów.
- On nie może się dowiedzieć! - mówiła Molly ściszonym głosem. Harry spostrzegł, że byli tam wszyscy oprócz niego. Wszedł do pokoju bez wahania, a wszyscy nagle umilkli. Artur Weasley, ojciec rudzielców schował pospiesznie jakąś gazetę.
- O czym nie mogę się dowiedzieć? - spytał trochę podirytowany.
- Cóż, Molly, skoro on już wie, że coś przed nim ukrywamy myślę, że należałoby mu wyjaśnić - powiedział pan Weasley wyciągając gazetą spod stołu, która okazała się być Prorokiem Codziennym i spojrzawszy kątem oka na Molly, która kiwnęła głową z rezygnacją, kontynuował - No więc Harry, musisz wiedzieć, że przez te wakacje Prorok nie oszczędzał ani ciebie ani Dumbledore'a - tak wiem, prychnął Harry w duchu, ale nic nie powiedział - Piszą, że Sam Wiesz Kto wcale nie odzyskał mocy, a wszystko co opowiadasz to majaki spowodowane na widok martwego ciała Cedrika - Harry'ego ukuło lekko wspomnienie tego wydarzenia, ale dalej milczał.
- Nie chcieliśmy ci tego mówić, bo pomyśleliśmy, że będziesz zły na Ministerstwo i będziesz chciał się zemścić - cóż, pomyślał Harry, bardzo możliwe, że takie byłoby moje pierwsze odczucie, ale w końcu uznałbym, że nie ma sensu walczyć z nieugiętym.
- Nie potrzebnie się martwiliście. Mam w nosie co pisze Prorok. I mam dość tej pogiętej, tajemniczej atmosfery, która wciąż tu panuje. Rona nie ma w pokoju, poza tym Hermiona co chwila gdzieś się wymyka. Nie wiedziałem o co chodzi, ale teraz widzę, że to po prostu wasze niepotrzebne zmartwienia. Proszę, nie martwcie się o mnie. Nic mi nie będzie - powiedział posyłając im uprzejmy uśmiech.
Hermiona zamarła gdy usłyszała co Harry o niej powiedział. Fakt faktem, wymykała się, ale tylko żeby spotkać się z Fredem. Spojrzała na niego zaniepokojona, a on tylko uśmiechnął się łobuzersko. Odwróciła wzrok zmieszana i spostrzegła, że Ron patrzył na nią zagadkowo. Poczuła, że się rumieni, więc ukryła twarz pod burzą włosów. Wiedziała, że rudzielec od pewnego czasu czuje do niej coś więcej, ale ona nie mogła powiedzieć tego samego. Uważała go tylko za przyjaciela, a od zawsze podobał jej się Fred. Na szczęście niktnie zwrócił szczególnej uwagi na słowa Harry'ego. Reszta dnia minęła dość szybko. Musieli spakować kufry posprzątać po sobie pokoje i pomóc trochę pani Weasley. W końcu był już późny wieczór. Molly kazała imwcześniej iść spać, bo mieli jutro wstać jeszcze wcześniej niż zwykle, żeby zdążyć na pociąg. Hermiona i Ginny poszły więc do pokoju się położyć.
Harry miał kłopoty z zaśnięciem, ale to wcale nie dlatego, że Weasley'owie powiedzieli mu o Proroku, bo przecież wiedział o tym wcześniej. Chodziło o coś, co stało się jakieś parę godzin później. Dostał sowę, bardzo nieoczekiwaną, o ile może być coś bardziej niż nieoczekiwane. W każdym razie nie rozstawał się z pergaminem, który mu przyniosła i nikomu go nie pokazał, choć wszyscy go o to prosili. Siedział wtedy przy parapecie, odpoczywając chwilę od pakowania. Jak to możliwe, że ich rzeczy były porozwalane po calutkimdomu? W każdym razie zobaczył na niebie zbliżający się kształt i od razu rozpoznał, że była to sowa. Otworzył okno pozwalając jej wlecieć. Była bardzo zadbana. Cała czarna, a jej pióra połyskiwały leciutko. Chodziła i latała z wysoko uniesionym dziobem. Ron, który usłyszał jej skrzek przybiegł szybko na górę.
- Co to Harry? - spytał - Od kogo dostałeś ten list? - wskazywał na pergamin, który Harry trzymał w ręku.
Chłopak sam chciał się dowiedzieć, więc szybko rozwinął liścik. Ron podbiegł do niego i Harry, który właśnie przeczytał nadawcę na czas wsunął go do kieszeni. Zrobiło mu się gorąco i poczuł, że pieką go policzki.
- Co? A... nie to... nic takiego - rzucił.
- Ta sowa wyglądała na należącą do bogatej rodziny. Może to od Dumbledore'a? - spytał podejrzliwie, ale Harry nie odpowiedział - Nie, przecież nie było pieczęci... - mruknął sam sobie odpowiadając i wyszedł z pokoju.
Harry upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu wyciągnął pergamin i postanowił przeczytać cały list. Wcześniej widząc Draco Malfoy, w podpisie od razu przypomniał sobie spotkanie z nim na Pokątnej. Znów serce zabiło mu mocniej i przestało przyspieszać dopiero gdy doczytał go do końca. Zlał się cały potem. Schował wiadomość w spodniach i poszedł do łazienki, żeby oblać się wodą. Przez cały dzień czuł się jakoś dziwnie. Reszta tego nie zauważyła. Tylko Ron zerkał na niego podejrzliwie.
Teraz, kiedy wszyscy już spali, a Harry był pewny, że nikt go nie podejrzy wyciągnął list po raz kolejny.
Harry,
Dużo myślę o tym co się stało i doszedłem do wniosku, że zbyt ostro traktowałem cię przez ostatnie cztery lata. Mam nadzieję, że nie nienawidzisz mnie tak bardzo jak myślę i że uda mi się ciebie jakoś przekonać do rozejmu. Uważam, że moglibyśmy się dogadać. Oczywiście nie nalegam, ani nie przymuszam cię żebyś mnie przeprosił. To ja przepraszam. Zachowywałem się jak ostatni dupek. Nie wiem czemu dopiero teraz to widzę, może dlatego, że dorosłem i nie jestem już taki dziecinny.
Reszta część listu była starannie zamazana, jednak Harry rozszyfrował to co było tam napisane, a właściwie po części.
Zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę tylko (niewidoczny wyraz) ci przyjaciół, sławy, ale chyba najbardziej (ten wyraz była tak starannie zakreślony, że Harry nie rozszyfrował nawet literki). Lubię cię, chyba nawet (znowu nie do rozszyfrowania).
Pozdrawiam i (znowu niewidoczne),
Draco Malfoy.
Ta końcówka była zakreślona, ale pod nią było jeszcze, już normalni napisane:
Do zobaczenia w Hogwarcie,
Draco Malfoy.
_______
mam nadzieję, że się podoba i liczę na opinie w komentarzach, dzięki
~Padfoot Patti
Subskrybuj:
Posty (Atom)