niedziela, 30 września 2012

Rozdział 5

hejo, 
wiem, że długo, a raczej bardzo długo nic nie pisałam, 
ale wena mi podupadła. Nowy rozdział, więc nowe, świeże
pomysły. Może wy macie jakieś? Napiszcie w komentarzu :)

         
            Fred odwrócił się słysząc ruch w pokoju. Zobaczył Hermionę, na której twarzy widać było przestrach wymieszany z wściekłością. Rzuciła mu pełne odrazy spojrzenie, a jej oczy zaszkliły się łzami. Stała przez chwilę jakby ją zamurowało po czym odwróciła wzrok i wbiegła po schodach do dormitorium dziewczyn. Rudzielec wpatrywał się przez chwilę w drzwi po czym zaczął rozmyślać nad tym co teraz zaszło. Czyżby George już jej coś powiedział? Było trochę za wcześnie niż planowali, ale i tak poczuł satysfakcję, która szybko jednak została zastąpiona wyrzutami sumienia. Przecież nie wiedział jakie były zamiary Hermiony gdy z nim zrywała. Może miała ku temu powody? Nie musiał tak od razy się mścić. To żadne rozwiązanie. Nie chciał przecież sprawić jej bólu. Ale ona to zrobiła... Jego też bolało. Bolało gdy stwierdziła, że to dłużej nie przetrwa. Czuł, że nie miała żadnego zaufania do ich związku. A to bolało. Nawet bardzo. Nie da się zatracić wyrzutom sumienia. Dobrze robi. Niech wie, że to wcale nie jest przyjemne. Niech poczuje jak to boli. Wstał i wyszedł z Pokoju Wspólnego z triumfalnym uśmieszkiem na ustach. Nie będzie nim pomiatała kobieta. O nie. Przemierzał korytarz trzeciego piętra zdecydowanym krokiem. Zszedł do Wielkiej Sali gdzie zastał już tylko garstkę ludzi, którzy wyjątkowo wlekli się z jedzeniem. Był tam też George, z którym umówił się właśnie na tą godzinę. Usiadł koło niego biorąc do ręki bułkę z talerza. Brat opowiedział mu co tu zaszło między nim, a Hermioną. Fred uśmiechnął się sam do siebie. Już wie. Ale trzeba ją utwierdzić w przekonaniu, że dowie się o tym o wiele więcej osób...
- Hej Lee - rzucił do przyjaciela, który zadeklarował, że poczeka z George'm. - Skoro już i tak wszystko wiesz, mógłbyś nam trochę pomóc, prawda? - uśmiechnął się widząc, że Lee jest jak najbardziej skory do pomocy.
            Hermiona leżała w dormitorium. Wypłakiwała oczy w poduszkę. Opuściła już zaklęcia i numerologię. Nie chciała stamtąd wyjść. Nie chciała się pokazać nikomu na oczy, a już szczególnie Fredowi. Co mogła zrobić? Musiała z nim zerwać. Kiedyś będzie musiał zrozumieć. W końcu to nie jej wina. Kiedyś mu przejdzie.
           Harry i Ron szli korytarzem bardzo markotni. Nie widzieli Hermiony przez cały dzień, a do dormitorium dziewczyn nie mieli dostępu. Pytali wszystkich czy ją widzieli, ale wszyscy twierdzili, że nie. W dodatku Harry wciąż rozmyślał o Malfoy'u i starał się go unikać na wszelkie możliwe sposoby. Nie mógł jednak tego ciągnąć w nieskończoność. W końcu musiał z nim pogadać. Naskrobał więc parę słów na pergaminie podczas eliksirów. Przed wyjściem dał niemy znak Draconowi żeby chwilę poczekał. Wychodząc wrzucił mu skrawek pergaminu do torby i szybko się ulotnił. Blondyn wyciągnął kartkę i zarumienił się słodko odczytując jej treść, która głosiła:
"Dzisiaj o 8 pod pomnikiem jednookiej czarownicy."
        O to mu chodziło. Chciał pogadać. Nie liczył na nic więcej niż rozejm. Na razie. Poszukiwał odpowiedzi na pytania, które nurtowały go od dłuższego czasu. Od czasu tych powtarzających się snów i myśli. Musiał się dowiedzieć czy to co czuje to stałe uczucie czy ulegnie zmianie. Wieczorem ubrał się więcej trochę cieplej. Zaliczył dłuższy pobyt w łazience. Potrzebował czasu na wzięcie prysznica i ułożenia włosów. Nie wiedział po co to robił, ale skoro chciał uzyskać odpowiedzi musiał to zrobić jak najbardziej przekonująco. Wpół do ósmej wyszedł z Pokoju Wspólnego Ślizgonów i powoli ruszył w kierunku umówionego miejsca. Bruneta jeszcze nie było. Spodziewał się tego, przyszedł za wcześnie. Po dziesięciu minutach czekania ujrzał jednak znaną mu sylwetką na końcu korytarza. Udał, że go nie widzi i spuścił wzrok wpatrując się teraz w swoje buty. Kątem oka wypatrywał jednak zbliżającej się osoby. Gdy była dostatecznie blisko podniósł wzrok.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz. - zwrócił się do Harry'ego.
- Dlaczego miałbym nie przyjść? To raczej w twoim stylu. - odpowiedział trochę urażony.
- Poprawka: w moim starym stylu - skorygowałem jego wypowiedź.
- Mam ci wierzyć, że teraz się zmieniłeś? - spytał kierując rozmowę na temat, który go najbardziej interesował.
- Tak. Posłuchaj, to nie jet tak, że robię jakiś podstęp. Po prostu nasza znajomość nie była zbyt udana. Chciałbym to naprawić. Mój ojciec sprawił, że zaczynam trochę uważniej oceniać ludzi i zmieniam swoje nastawienie do niektórych. Teraz chcę naprawić moją relację z tobą. Tak, doznałeś tego zaszczytu - tu uśmiechnął się w swój stary sposób - Chcę teraz tylko dowiedzieć się, co ty o tym myślisz - spojrzał znacząco Harry'emu prosto w oczy tak dobitnie, że Harry musiał spuścić wzrok.
- No wiesz... Myślę, że... Myślę, że każdemu powinno dać się szansę, więc... Niech będzie. Możemy zawrzeć rozejm, ale nie licz, że od razu ci zaufam. Na razie z wrogów przeszliśmy na neutralnych i powinno ci to wystarczyć. Chyba możemy skończyć rozmowę. Już dowiedziałem się tego czego chciałem. - zbliżył się do Dracona na dwa kroki i podał mu dłoń.
           Draco spojrzał na wyciągniętą dłoń. Przerzucił spojrzenie tym razem patrząc brunetowi prosto w oczy. Zielone oczy, które do niedawna przyprawiały go o mdłości teraz sprawiły, że chciał się do niech zbliżyć. Przysunął się bliżej. Harry stał skamieniały zupełnie nie wiedząc co się dzieje. Draco korzystając z tej chwili słabości złożył szybki pocałunek na ustach bruneta po czym szybko ulotnił się z tamtego miejsca.
           Harry poczuł że się czerwieni. Nie to chciał osiągnąć. Zamknął oczy i pobiegł do łazienki chcąc jak najszybciej zmyć z siebie smak ust Dracona i zapomnieć o tym co się wydarzyło...



___
mam nadzieję, że się podobało. ^^ 
cdn. 
komentujcie!
~PadfootPattie


sobota, 8 września 2012

Rozdział 4

szybko mi idzie to pisanie dla was. 
i jeszcze raz proszę o komentarze, żebym wiedziała
czy ktoś to czyta czy nie. jak coś się nie podoba to piszcie co, 
postaram się to zmienić +jeśli macie jakieś propozycje dotyczące
treści, coś byście chcieli przeczytać też piszcie, a może 
uwzględnię to w blogu.  

       Draco nic nie powiedział. Spojrzał mu w oczy starając się dostrzec czy Harry przeczytał list i co o tym sądzi. Brunet przestraszony odwrócił się i odszedł, ale srebrnooki złapał go za nadgarstek przyciągając do siebie. Harry, teraz już przerażony do granic możliwości próbował się wyrwać, ale na daremnie.
- Czego chcesz? - warknął.
       Draco przysunął swoje usta do ucha Harry'ego prawie go dotykając. Chłopak rozejrzał się niespokojnie czy ktoś tego przypadkiem nie widzi. Właściwie sam nie wiedział czemu to robi skoro w tym miejscu jest prawie cała szkoła! Na pewno ktoś zauważył. Czuł oddech Malfoy'a na swoim uchu, a po chwili usłyszał jego szept.
- Pamiętaj, propozycja wciąż aktualna.
        Po tych słowach puścił Gryfona i odszedł w kierunku Wielkiej Sali. Harry stał przez chwilę sparaliżowany. Serce waliło mu jakby miało zamiar wyskoczyć. Ciągle dzwonił mu w uszach ten zimny szept, przyprawiający o dreszcze. Wiedział, że widziało to sporo osób, więc nie mógł dać po sobie poznać, że się czegoś wystraszył. Sam zresztą nie wiedział co go tak przestraszyło. To, że dowiedział się, że to co Malfoy napisał w liście? Przecież powinien się raczej cieszyć, prawda? W końcu Draco chciał się z nim pogodzić, ale ten jego głos... Brzmiał tak strasznie, dziwnie... Nigdy jeszcze nie słyszał żeby Malfoy używał takiego tonu. Był nasycony, czym? Na pewno nie nienawiścią. Pożądaniem? Tak, dokładnie. Teraz już przynajmniej Harry wiedział co go tak przeraziło. Ruszył się w końcu z miejsca i wszedł do Wielkiej Sali. Przy stole Gryfonów zauważył Rona i Hermionę. usiadł między nimi i wpatrzył się w stół nauczycieli.
- Hej Harry - mruknął Ron. - Słyszałem, że miałeś jakieś starcie z Malfoy'em - powiedział podejrzliwie.
- Nie, nie, to nic takiego - wytłumaczył Harry, próbując zbiec z tematu dodał - Jak myślicie kogo dostaniemy w tym roku od obrony przed czarną magią?
- Słyszałam, że to ktoś z Ministerstwa - mruknęła Hermiona.
- Co? Gdzie ty to niby usłyszałaś? - spytał Ron. Podziałało, odczepił się od Harry'ego.
- No... Ja... Nie pamiętam.
   
       Hermiona po prostu nie chciała przyznać, że Fred jej o tym powiedział. Użył Uszu Dalekiego Zasięgu i podsłuchał rozmowę Zakonu Feniksa. Harry nie wiedział o Zakonie, nigdy tam nie był. Pech chciał, że nie widział się z Syriuszem. Był całkowicie odcięty, a zarządził to sam Dumbledore. Przynajmniej nie osądzał o to Rona i Hermionę. Teraz, po zerwaniu z Fredem czuła się jeszcze gorzej niż jak spotykała się z nim za plecami przyjaciół. Czemu z nim zerwała? Po prostu czuła, że go ogranicza. Uważała, że teraz, kiedy wróci do Hogwartu mnóstwo dziewczyn będzie się za nim uganiało i na pewno jakaś spodoba mu się bardziej niż Hermiona. Spojrzała na niego ukradkiem, ale zobaczyła tylko George'a, a obok niego puste miejsce.
- Hej George, gdzie Fred? - spytała wyraźnie zaniepokojona. Na twarzy bliźniaka pojawił się złośliwy uśmieszek.
- A jak myślisz, Mio? - Mio?, przecież Fred ją tak nazywał, a tylko on o tym wiedział, a przynajmniej tak jej się wydawało.
         Odwróciła się przestraszona. Spojrzała na przyjaciół, którzy to usłyszeli. Oboje nie wiedzieli o co chodzi, co działało na jej korzyść. Podniosła się z ławki i wyszła z Wielkiej Sali wracając prosto do Pokoju Wspólnego. Fred na pewno powiedział George'owi wszystko, skoro wiedziała nawet o "Mio". Weszła do salonu, gdzie nie było już nikogo, bo wszyscy Gryfoni zgromadzili się na śniadaniu. Właściwie, nie wszyscy, bo właśnie zauważyła jednego rudzielca siedzącego na fotelu przy kominku...



sorki, że tak krótko, ale mam mało czasu :C 
podobało się? - daj komentarz, 
nie podobało się? - też daj komentarz i jakoś to uzasadnij 
~PadfootPatti