poniedziałek, 29 października 2012

Rozdział 6

Bardzo, bardzo przepraszam tych co to czytają, że tak długo 
nie ma notek, ale szkoła, szkoła, szkoła i brak weny. Mam nadzieję, 
że tymczasowy. Mam do was wielką, wielką prośbę. 
Jeśli przeczytaliście napiszcie komentarz: PRZECZYTANE chociażby, 
bylebym wiedziała czy to dalej kontynuować, bo nwm ile osób to czyta
i nwm czy to ma sens. Następny rozdział - 6. ENJOY!


           Harry biegł. Chciał jak najszybciej znaleźć się w łazience. Przeciętnie dojście do wieży Gryffindoru zajmowało mu więcej czasu, ale teraz naprawdę się pospieszył, więc na górze był dosłownie po chwili. Wpadł do łazienki i od razu włożył całą głowę pod kran. Stał tak z przymkniętymi oczami próbując oczyścić myśli. Cały czas widział to co się stało przed chwilą. W końcu wyjął głowę spod kranu i owinął ją ręcznikiem. Spojrzał w lustro, przyglądając się swojej twarzy jakby spodziewał się ujrzeć jakiegoś wypalonego napisu: Pocałował mnie Malfoy. W końcu zdecydował położyć się do łóżka. Nikogo jeszcze nie było w dormitorium. Wszyscy byli w Pokoju Wspólnym. Widział ich. Nawet go wołali, ale on nie miał zamiaru się tłumaczyć. Bo co miał niby powiedzieć? Idę się myć, bo pocałował mnie Malfoy? Wzdrygnął się na same wspomnienie tego wydarzenia. Jasne, może i zawarł z nim rozejm, ale na Boga nie taki! Co Malfoy sobie myśli? Jak mógł go całować? Harry zawsze był pewny, że Draco woli dziewczyny, a nawet jeśli wolałby chłopców to dlaczego on? O dziwo myślenie o sobie jako geju nie sprawiało mu żadnych trudności. Właściwie nigdy nie czuł nic do żadnej dziewczyny, no może nie licząc Cho, a był to naprawdę wyjątek, bo obecnie dziewczyna zupełnie do niego nie pasuje. Za to patrząc na Draco, był zupełnym jego przeciwieństwem. To chyba zależy od upodobań. Niektórzy ludzie dobierają się patrząc na przeciwieństwa, a inni przeciwnie - na podobieństwa. Harry nie opracował jeszcze swojej opinii, więc teoretycznie rzecz biorąc, związek jego i Malfoy'a, ale na brodę Merlina o czym on myśli?! W takich sytuacjach zawsze wyobraża sobie co by na to powiedzieli Ron i Hermiona. Tu jednak nie miał pojęcia jak by się zachowali.
           Kładąc się do łóżka (nie zwracał uwagi, że nie zjadł kolacji) rozmyślał o tym wszystkim co się stało, a według niego działo się o wiele za dużo. Ten pocałunek... Wprawił Harry'ego w takie... w takie... No właśnie w co? Nie był zły. Nie był też przerażony. Ale nie odczuwał przyjemności, raczej zaskoczenie i zawstydzenie. Czemu? Teraz przychodziła mu do głowy jedna myśl: Czemu on go nie odepchnął? Czemu pozwolił sobie na to? Tak, zdarzyło się to bardzo szybko, ale mógł zareagować jakby naprawdę tego nie chciał. A co jeśli chciał? Jeśli podświadomie zależało mu by po prostu coś sprawdzić... Wstyd mu było o tym myśleć, nie chciał się przyznawać przed samym sobą, ale dochodził do wniosku, że w jakiś tylko sobie znany sposób zależało mu na Draco... Przerażenie jakie odczuwał do tej pory zdawało się być jedynie lękiem przed tym jak odbierają to zachowanie osoby z zewnątrz. A gdyby tak... Gdyby tak spróbować, sprawdzić, tak sam na sam. Fakt, wczoraj byli we dwójkę, ale w miejscu gdzie każdy mógł akurat przechodzić, usłyszeć, cokolwiek. Hogwart wbrew pozorom to całkiem normalna szkoła. Tu też plotki roznoszą się z prędkością światła..

          Hermiona i Ron byli zaniepokojeni zachowaniem Harry'ego. Dlaczego nie pojawił się na kolacji? Panna Granger też była bliska zrezygnowania z posiłku. Cały czas próbowała dojść do siebie po spotkaniu z Fredem i małą konfrontacją z George'm. O co mu chodziło? Czy Fred się mścił? Przecież to do niego nie podobne! Nigdy nie był taki wredny. Taki zły. A jeśli ona zraniła go aż tak, że jego charakter uległ zmianie? Niemożliwe... Przecież to było niedorzeczne. Powinien ją zrozumieć! Ona chciała dla niego jak najlepiej. Nie chciała go ranić. Robiła to dla niego. Dawała mu wolną rękę. Fakt, nie pomyślała, że może on jej nie chciał, ale zależało jej na tym by był szczęśliwy. Musiała się kogoś poradzić, ale kogo? Kto znał ich najlepiej? No... To oczywiste Lee, ale nie ma z nim kontaktu, więc lepiej Ron. Niee. Przecież to jest chłopak, on nie zrozumie. Zostaje tylko Ginny. Hermiona właściwie jednym kęsem zjadła całą kanapkę i podeszła do Ginny.
- Hej, słuchaj. Potrzebuję twojej rady. Proszę cię, pomóż mi! - wyszeptała, bo cały czas czuła na sobie spojrzenia bliźniaków.
- Jasne. Chodź - rzuciła Ginny wstając od stołu. Podała jej rękę i wszyły z Wielkiej Sali. - Słucham, o co chodzi? - spytała z troską, zupełnie jak jej matka.
- Chyba tobie mogę powiedzieć... Przez lato umawiałam się z Fredem. - powiedziała, a gdy zauważyła zaskoczenie na jej twarzy spieszyła z wyjaśnieniami - To było naprawdę dobrze ukryte, więc nie mogliście zauważyć. Problem w tym, że zerwałam z nim jeszcze przed rozpoczęciem roku. Pomyślałam, że w ten sposób dam mu wolną rękę. W końcu tu, w Hogwarcie jest tyle dziewczyn, sto razy lepszych ode mnie. Przecież zasługuje na kogoś lepszego! - zaczęła szlochać.
- Hermiono, proszę cię, uspokój się. Nie powiem, że pochwalam to co zrobiłaś, ale na pewno nie chciałaś go zranić. Chodzi o to, że ty widzisz to trochę inaczej. Fred jest dość wrażliwym chłopakiem i łatwo go zranić. Wiem, że na takiego nie wygląda, ale uwierz mi wiem co mówię, to mój brat w końcu. Jesteśmy zlepieni z tej samej gliny. Spokojnie, da się to naprawić. Myślę, że Fred zasługuję na parę słów wyjaśnienia.
           Po rozmowie z Ginny Hermiona była jeszcze bardziej zdołowana, ale postanowiła z nim porozmawiać. Rozdzieliły się na trzecim piętrze, bo Ginny powiedziała, że musie się z kimś spotkać. Zatrzymały się, pożegnały, Hermiona odwróciła się by pójść na górę, do Pokoju Wspólnego gdy wpadła na kogoś kto bynajmniej stał cały czas za nią. Podniosła głowę do góry.
- Fred... - wyszeptała z niemałym zaskoczeniem.
- Musimy pogadać. - odpowiedział z wyrazem twarzy bardzo zagadkowym.


_____________________

Again, again, again. KOMENTUJCIE, 
proszę. Bo nie wiem czy mam to kontynuować. 
Jak nie będzie min. 5 komentarzy to zawieszę bloga :<