Rozdział 7.
hejhejhej. przepraszam was za to że to tak żmudnie idzie, ale
nie mam czasu. w dodatku chciałabym coś sensownego
wymyślić. i proszę was bardzo serdecznie i zachęcam do
wyrażenia opinii na temat rozdziału, swoje wskazówki itd.
enjoy!
-Ja... Jak... Cały czas tu stałeś? - spytała Hermiona.
- Tak. - brzmiała odpowiedź Freda.
- I... - nie wiedziała co powiedzieć.
Zapadło głuche milczenie. Żadne z nich nie potrafiło się odezwać, nie wiedzieli co powinni sobie powiedzieć, choć Hermiona uważała, że to Fred powinien coś rzec. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy, a wiedziała, że on przygląda jej się zdawkowo. W końcu się przemogła i podniosła wzrok nieśmiało. Miała rację. Patrzył na nią z miną wprost nie o rozszyfrowania. Nie dało się zgadnąć co teraz czuje. Zgadywała, że zaraz wszystko jej wyrzuci, powie co go tak rozdrażniło. Trochę się przestraszyła. Nie chciała by miał do niej wyrzuty. Chyba dała to po sobie poznać, bo Fred uśmiechnął się słodko. Zmarszczyła brwi. Chłopak zbliżył się do niej o krok. Podniósł rękę i musnął nią jej policzek.
- Co ty...? - zająknęła się Hermiona, ale nie mogła dokończyć myśli, bo chłopak zamknął je usta pocałunkiem. Pozwoliła mu na to. W końcu postanowił coś powiedzieć, bo oderwał się od niej.
- Posłuchaj, to nie jest tak, że ja bym cię zostawił. W życiu! Jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć? Musiałaś mi nie ufać... - spuścił wzrok zasmucony, Hermiona chciała coś powiedzieć, ale on kontynuował - Rozumiem, ale chciałbym jakiegoś wyjaśnienia. Nie wiem co spowodowało, że przestałaś mi ufać. Ja jednak, prawda, pomyliłem się. Przepraszam. Wmieszałem w to George'a i Lee... Niepotrzebnie. To moja wina. Przepraszam. Przykro mi, ale moje zachowanie miało swoje powody. Nie usłyszałem od ciebie ani jednego słowa wyjaśnienia. Dlatego właśnie chciałem z tobą porozmawiać. Wyszedłem za tobą i Ginny. Usłyszałem waszą rozmowę. Z początku bardzo przypadkowo, ale usłyszałem, że mówisz o mnie - zarumienił się uroczo -Dlatego zrozumiałem, że naprawdę ci na mnie zależało. A więc skoro wszystko wyjaśnione to możemy... To znaczy.. Możemy spróbować jeszcze raz, tak? - spytał z nadzieją patrząc jej prosto w oczy.
Hermiona spojrzała na niego wzruszona. Była naprawdę zaskoczona wyznaniem Freda, ale nie była pewna czy chce dalej to kontynuować. Kochała go, przynajmniej tak jej się wydawało, ale ona dalej nie zmieniła swojej opinii. Poza tym, teraz będzie musiała zdawać SUMy. Nie może się rozpraszać. Musi się skupić na nauce.
- Fred, teraz ty musisz mnie wysłuchać i proszę cię tylko nic nie mów, bo wtedy już nic nie powiem. Kocham cię, naprawdę, ale... ale ja nie mogę kontynuować tego związku. Przepraszam, ale nie dam rady. Może za rok. Teraz chciałabym się skupić na wszystkim innym. Harry wydaje się być czymś naprawdę załamany, a ja przez całe wakacje go olewałam. Proszę mam nadzieję, że zrozumiesz. Tylko nie mścij się na mnie. To naprawdę mnie zabolało. W każdym razie, nie. To moja odpowiedź. Nie. Więc, do zobaczenia. - odeszła nie patrząc mu w oczy. Wiedziała, że ma łzy w oczach. Ona też miała. Tym razem zerwali na serio. Nie jakoś tak bez wytłumaczenia. Teraz to już jest oficjalne.
Następnego ranka Harry miał zupełną pustkę w głowie. Przynajmniej przez chwilę. Potem sobie wszystko przypomniał, a przyszło to ze zdwojoną siłą. Malfoy... Teraz nie czuł już wściekłości. Rozejrzał się po dormitorium i spostrzegł, że wszyscy już są na dole. Ubrał się więc szybko i zszedł do Pokoju Wspólnego. Tam jednak również nikogo nie było. To dziwne, pomyślał Harry i zmarszczył czoło zastanawiając się gdzie wszyscy poszli. Niemożliwe było, żeby wszyscy byli na śniadaniu, albo lekcjach. Zawsze ktoś był w pokoju wspólnym. Nigdy nie był pusty. Teraz już poważnie zaniepokojony pobiegł do Wielkiej Sali. Otworzył drzwi i wtedy przestraszył się nie na żarty. Był całkowicie pusty. Nie chodzi o to, że nie było nikogo, ale nie było też niczego. Wszystko znikło. Nie było długich stolików wszystkich czterech domów, nie było stołu nauczycielskiego, nie było wielkiego krzesła Dumbledore'a przypominającego tron. Nie było nawet świeczników na ścianach jak zawsze. U góry zamiast nieba, które zwykle było takie same jak to na zewnątrz, był sufit. Pierwszy raz Harry zobaczył sufit Wielkiej Sali. Co się stało? Pomyślał, żeby pobiec na błonia. Wybiegł więc z zamku po drodze nie spotykając nikogo, ani żywej, ani nawet martwej duszy. W końcu wybiegł na błonia. Wszystko znikło. Ziemia była cała poorana, jak jakieś pobojowisko. Nie było roślin, trawy. Niebo było całkowicie zachmurzone, a z chmur spadały wielkie krople deszczu.
- Co się stało? - zapytał na głos - Dlaczego jestem sam? - słychać było panikę w jego głosie.
- Nie jesteś sam - powiedział jakiś nieznajomy głos - Wciąż masz mnie.
- Kim jesteś? - zawołał przerażony Harry odwracając się i wszędzie szukając źródła tego tajemniczego głosu. - Pokaż się!
- Nie mogę. Nie byłoby zabawy. Jak myślisz kim jestem?
- A skąd mam wiedzieć? - warknął poirytowany.
- Nie wiesz? Szkoda. W takim razie ja też nie. Jestem twoją Tyche. Wiem czego potrzebujesz by być szczęśliwym, ale moja wiedza opiera się jedynie na tym co ty wiesz, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy.
- Co? Czy to jest sen? Co się dzieje? - spytał teraz już zdenerwowany.
- Tak, to jest sen. Inaczej nie mogłabym się z tobą porozumieć.
- Dobra, to znaczy, że przynajmniej nie zwariowałem. Ale o co tu chodzi?
- Zapomniałeś już? Ja nie wiem. To ty musisz się tego dowiedzieć.
- Irytujesz mnie. To sen! Przecież możesz to wiedzieć. Tu nie ma zasad. To tylko moja wyobraźnia.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz, a raczej wiesz, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy.
- To znaczy?
- Nie wiem.
- A czy jest coś co ty w ogóle wiesz?
- Wiem tyle co i ty. Znam twoje pragnienia i potrzeby, wiem wszystko o twoim życiu, ale oprócz tego posiadam dodatkową wiedzę na temat tego co się stanie.
- No wal. Podziel się tym co wiesz - burknął Harry bardzo chcąc się obudzić.
- Nie mogę. Skoro tak bardzo chcesz się obudzić to czemu tego nie zrobisz? - mruknęła Tyche jakby czytając w jego myślach.
- Och, daj spokój.
Koniec. Obudził się. To dziwne, bo wszystko pamiętał. Tyche... Co to ma być? Nieważne, to tylko sen. Wstał wyrzucając z głowy te dziwne zdarzenie. Obudził Rona, który burknął coś niezadowolony z tego, że ktoś go budzi o nieprzyzwoitej porze. Ubrał się w szkolne szaty i wyszedł z dormitorium. W pokoju wspólnym poczekał na przyjaciela i razem ruszyli na pierwszą w tym roku lekcję obrony przed czarną magią.
______
~PadfootPatti
niedziela, 18 listopada 2012
poniedziałek, 29 października 2012
Rozdział 6
Bardzo, bardzo przepraszam tych co to czytają, że tak długo
nie ma notek, ale szkoła, szkoła, szkoła i brak weny. Mam nadzieję,
że tymczasowy. Mam do was wielką, wielką prośbę.
Jeśli przeczytaliście napiszcie komentarz: PRZECZYTANE chociażby,
bylebym wiedziała czy to dalej kontynuować, bo nwm ile osób to czyta
i nwm czy to ma sens. Następny rozdział - 6. ENJOY!
Harry biegł. Chciał jak najszybciej znaleźć się w łazience. Przeciętnie dojście do wieży Gryffindoru zajmowało mu więcej czasu, ale teraz naprawdę się pospieszył, więc na górze był dosłownie po chwili. Wpadł do łazienki i od razu włożył całą głowę pod kran. Stał tak z przymkniętymi oczami próbując oczyścić myśli. Cały czas widział to co się stało przed chwilą. W końcu wyjął głowę spod kranu i owinął ją ręcznikiem. Spojrzał w lustro, przyglądając się swojej twarzy jakby spodziewał się ujrzeć jakiegoś wypalonego napisu: Pocałował mnie Malfoy. W końcu zdecydował położyć się do łóżka. Nikogo jeszcze nie było w dormitorium. Wszyscy byli w Pokoju Wspólnym. Widział ich. Nawet go wołali, ale on nie miał zamiaru się tłumaczyć. Bo co miał niby powiedzieć? Idę się myć, bo pocałował mnie Malfoy? Wzdrygnął się na same wspomnienie tego wydarzenia. Jasne, może i zawarł z nim rozejm, ale na Boga nie taki! Co Malfoy sobie myśli? Jak mógł go całować? Harry zawsze był pewny, że Draco woli dziewczyny, a nawet jeśli wolałby chłopców to dlaczego on? O dziwo myślenie o sobie jako geju nie sprawiało mu żadnych trudności. Właściwie nigdy nie czuł nic do żadnej dziewczyny, no może nie licząc Cho, a był to naprawdę wyjątek, bo obecnie dziewczyna zupełnie do niego nie pasuje. Za to patrząc na Draco, był zupełnym jego przeciwieństwem. To chyba zależy od upodobań. Niektórzy ludzie dobierają się patrząc na przeciwieństwa, a inni przeciwnie - na podobieństwa. Harry nie opracował jeszcze swojej opinii, więc teoretycznie rzecz biorąc, związek jego i Malfoy'a, ale na brodę Merlina o czym on myśli?! W takich sytuacjach zawsze wyobraża sobie co by na to powiedzieli Ron i Hermiona. Tu jednak nie miał pojęcia jak by się zachowali.
Kładąc się do łóżka (nie zwracał uwagi, że nie zjadł kolacji) rozmyślał o tym wszystkim co się stało, a według niego działo się o wiele za dużo. Ten pocałunek... Wprawił Harry'ego w takie... w takie... No właśnie w co? Nie był zły. Nie był też przerażony. Ale nie odczuwał przyjemności, raczej zaskoczenie i zawstydzenie. Czemu? Teraz przychodziła mu do głowy jedna myśl: Czemu on go nie odepchnął? Czemu pozwolił sobie na to? Tak, zdarzyło się to bardzo szybko, ale mógł zareagować jakby naprawdę tego nie chciał. A co jeśli chciał? Jeśli podświadomie zależało mu by po prostu coś sprawdzić... Wstyd mu było o tym myśleć, nie chciał się przyznawać przed samym sobą, ale dochodził do wniosku, że w jakiś tylko sobie znany sposób zależało mu na Draco... Przerażenie jakie odczuwał do tej pory zdawało się być jedynie lękiem przed tym jak odbierają to zachowanie osoby z zewnątrz. A gdyby tak... Gdyby tak spróbować, sprawdzić, tak sam na sam. Fakt, wczoraj byli we dwójkę, ale w miejscu gdzie każdy mógł akurat przechodzić, usłyszeć, cokolwiek. Hogwart wbrew pozorom to całkiem normalna szkoła. Tu też plotki roznoszą się z prędkością światła..
Hermiona i Ron byli zaniepokojeni zachowaniem Harry'ego. Dlaczego nie pojawił się na kolacji? Panna Granger też była bliska zrezygnowania z posiłku. Cały czas próbowała dojść do siebie po spotkaniu z Fredem i małą konfrontacją z George'm. O co mu chodziło? Czy Fred się mścił? Przecież to do niego nie podobne! Nigdy nie był taki wredny. Taki zły. A jeśli ona zraniła go aż tak, że jego charakter uległ zmianie? Niemożliwe... Przecież to było niedorzeczne. Powinien ją zrozumieć! Ona chciała dla niego jak najlepiej. Nie chciała go ranić. Robiła to dla niego. Dawała mu wolną rękę. Fakt, nie pomyślała, że może on jej nie chciał, ale zależało jej na tym by był szczęśliwy. Musiała się kogoś poradzić, ale kogo? Kto znał ich najlepiej? No... To oczywiste Lee, ale nie ma z nim kontaktu, więc lepiej Ron. Niee. Przecież to jest chłopak, on nie zrozumie. Zostaje tylko Ginny. Hermiona właściwie jednym kęsem zjadła całą kanapkę i podeszła do Ginny.
- Hej, słuchaj. Potrzebuję twojej rady. Proszę cię, pomóż mi! - wyszeptała, bo cały czas czuła na sobie spojrzenia bliźniaków.
- Jasne. Chodź - rzuciła Ginny wstając od stołu. Podała jej rękę i wszyły z Wielkiej Sali. - Słucham, o co chodzi? - spytała z troską, zupełnie jak jej matka.
- Chyba tobie mogę powiedzieć... Przez lato umawiałam się z Fredem. - powiedziała, a gdy zauważyła zaskoczenie na jej twarzy spieszyła z wyjaśnieniami - To było naprawdę dobrze ukryte, więc nie mogliście zauważyć. Problem w tym, że zerwałam z nim jeszcze przed rozpoczęciem roku. Pomyślałam, że w ten sposób dam mu wolną rękę. W końcu tu, w Hogwarcie jest tyle dziewczyn, sto razy lepszych ode mnie. Przecież zasługuje na kogoś lepszego! - zaczęła szlochać.
- Hermiono, proszę cię, uspokój się. Nie powiem, że pochwalam to co zrobiłaś, ale na pewno nie chciałaś go zranić. Chodzi o to, że ty widzisz to trochę inaczej. Fred jest dość wrażliwym chłopakiem i łatwo go zranić. Wiem, że na takiego nie wygląda, ale uwierz mi wiem co mówię, to mój brat w końcu. Jesteśmy zlepieni z tej samej gliny. Spokojnie, da się to naprawić. Myślę, że Fred zasługuję na parę słów wyjaśnienia.
Po rozmowie z Ginny Hermiona była jeszcze bardziej zdołowana, ale postanowiła z nim porozmawiać. Rozdzieliły się na trzecim piętrze, bo Ginny powiedziała, że musie się z kimś spotkać. Zatrzymały się, pożegnały, Hermiona odwróciła się by pójść na górę, do Pokoju Wspólnego gdy wpadła na kogoś kto bynajmniej stał cały czas za nią. Podniosła głowę do góry.
- Fred... - wyszeptała z niemałym zaskoczeniem.
- Musimy pogadać. - odpowiedział z wyrazem twarzy bardzo zagadkowym.
_____________________
Again, again, again. KOMENTUJCIE,
proszę. Bo nie wiem czy mam to kontynuować.
Jak nie będzie min. 5 komentarzy to zawieszę bloga :<
nie ma notek, ale szkoła, szkoła, szkoła i brak weny. Mam nadzieję,
że tymczasowy. Mam do was wielką, wielką prośbę.
Jeśli przeczytaliście napiszcie komentarz: PRZECZYTANE chociażby,
bylebym wiedziała czy to dalej kontynuować, bo nwm ile osób to czyta
i nwm czy to ma sens. Następny rozdział - 6. ENJOY!
Harry biegł. Chciał jak najszybciej znaleźć się w łazience. Przeciętnie dojście do wieży Gryffindoru zajmowało mu więcej czasu, ale teraz naprawdę się pospieszył, więc na górze był dosłownie po chwili. Wpadł do łazienki i od razu włożył całą głowę pod kran. Stał tak z przymkniętymi oczami próbując oczyścić myśli. Cały czas widział to co się stało przed chwilą. W końcu wyjął głowę spod kranu i owinął ją ręcznikiem. Spojrzał w lustro, przyglądając się swojej twarzy jakby spodziewał się ujrzeć jakiegoś wypalonego napisu: Pocałował mnie Malfoy. W końcu zdecydował położyć się do łóżka. Nikogo jeszcze nie było w dormitorium. Wszyscy byli w Pokoju Wspólnym. Widział ich. Nawet go wołali, ale on nie miał zamiaru się tłumaczyć. Bo co miał niby powiedzieć? Idę się myć, bo pocałował mnie Malfoy? Wzdrygnął się na same wspomnienie tego wydarzenia. Jasne, może i zawarł z nim rozejm, ale na Boga nie taki! Co Malfoy sobie myśli? Jak mógł go całować? Harry zawsze był pewny, że Draco woli dziewczyny, a nawet jeśli wolałby chłopców to dlaczego on? O dziwo myślenie o sobie jako geju nie sprawiało mu żadnych trudności. Właściwie nigdy nie czuł nic do żadnej dziewczyny, no może nie licząc Cho, a był to naprawdę wyjątek, bo obecnie dziewczyna zupełnie do niego nie pasuje. Za to patrząc na Draco, był zupełnym jego przeciwieństwem. To chyba zależy od upodobań. Niektórzy ludzie dobierają się patrząc na przeciwieństwa, a inni przeciwnie - na podobieństwa. Harry nie opracował jeszcze swojej opinii, więc teoretycznie rzecz biorąc, związek jego i Malfoy'a, ale na brodę Merlina o czym on myśli?! W takich sytuacjach zawsze wyobraża sobie co by na to powiedzieli Ron i Hermiona. Tu jednak nie miał pojęcia jak by się zachowali.
Kładąc się do łóżka (nie zwracał uwagi, że nie zjadł kolacji) rozmyślał o tym wszystkim co się stało, a według niego działo się o wiele za dużo. Ten pocałunek... Wprawił Harry'ego w takie... w takie... No właśnie w co? Nie był zły. Nie był też przerażony. Ale nie odczuwał przyjemności, raczej zaskoczenie i zawstydzenie. Czemu? Teraz przychodziła mu do głowy jedna myśl: Czemu on go nie odepchnął? Czemu pozwolił sobie na to? Tak, zdarzyło się to bardzo szybko, ale mógł zareagować jakby naprawdę tego nie chciał. A co jeśli chciał? Jeśli podświadomie zależało mu by po prostu coś sprawdzić... Wstyd mu było o tym myśleć, nie chciał się przyznawać przed samym sobą, ale dochodził do wniosku, że w jakiś tylko sobie znany sposób zależało mu na Draco... Przerażenie jakie odczuwał do tej pory zdawało się być jedynie lękiem przed tym jak odbierają to zachowanie osoby z zewnątrz. A gdyby tak... Gdyby tak spróbować, sprawdzić, tak sam na sam. Fakt, wczoraj byli we dwójkę, ale w miejscu gdzie każdy mógł akurat przechodzić, usłyszeć, cokolwiek. Hogwart wbrew pozorom to całkiem normalna szkoła. Tu też plotki roznoszą się z prędkością światła..
Hermiona i Ron byli zaniepokojeni zachowaniem Harry'ego. Dlaczego nie pojawił się na kolacji? Panna Granger też była bliska zrezygnowania z posiłku. Cały czas próbowała dojść do siebie po spotkaniu z Fredem i małą konfrontacją z George'm. O co mu chodziło? Czy Fred się mścił? Przecież to do niego nie podobne! Nigdy nie był taki wredny. Taki zły. A jeśli ona zraniła go aż tak, że jego charakter uległ zmianie? Niemożliwe... Przecież to było niedorzeczne. Powinien ją zrozumieć! Ona chciała dla niego jak najlepiej. Nie chciała go ranić. Robiła to dla niego. Dawała mu wolną rękę. Fakt, nie pomyślała, że może on jej nie chciał, ale zależało jej na tym by był szczęśliwy. Musiała się kogoś poradzić, ale kogo? Kto znał ich najlepiej? No... To oczywiste Lee, ale nie ma z nim kontaktu, więc lepiej Ron. Niee. Przecież to jest chłopak, on nie zrozumie. Zostaje tylko Ginny. Hermiona właściwie jednym kęsem zjadła całą kanapkę i podeszła do Ginny.
- Hej, słuchaj. Potrzebuję twojej rady. Proszę cię, pomóż mi! - wyszeptała, bo cały czas czuła na sobie spojrzenia bliźniaków.
- Jasne. Chodź - rzuciła Ginny wstając od stołu. Podała jej rękę i wszyły z Wielkiej Sali. - Słucham, o co chodzi? - spytała z troską, zupełnie jak jej matka.
- Chyba tobie mogę powiedzieć... Przez lato umawiałam się z Fredem. - powiedziała, a gdy zauważyła zaskoczenie na jej twarzy spieszyła z wyjaśnieniami - To było naprawdę dobrze ukryte, więc nie mogliście zauważyć. Problem w tym, że zerwałam z nim jeszcze przed rozpoczęciem roku. Pomyślałam, że w ten sposób dam mu wolną rękę. W końcu tu, w Hogwarcie jest tyle dziewczyn, sto razy lepszych ode mnie. Przecież zasługuje na kogoś lepszego! - zaczęła szlochać.
- Hermiono, proszę cię, uspokój się. Nie powiem, że pochwalam to co zrobiłaś, ale na pewno nie chciałaś go zranić. Chodzi o to, że ty widzisz to trochę inaczej. Fred jest dość wrażliwym chłopakiem i łatwo go zranić. Wiem, że na takiego nie wygląda, ale uwierz mi wiem co mówię, to mój brat w końcu. Jesteśmy zlepieni z tej samej gliny. Spokojnie, da się to naprawić. Myślę, że Fred zasługuję na parę słów wyjaśnienia.
Po rozmowie z Ginny Hermiona była jeszcze bardziej zdołowana, ale postanowiła z nim porozmawiać. Rozdzieliły się na trzecim piętrze, bo Ginny powiedziała, że musie się z kimś spotkać. Zatrzymały się, pożegnały, Hermiona odwróciła się by pójść na górę, do Pokoju Wspólnego gdy wpadła na kogoś kto bynajmniej stał cały czas za nią. Podniosła głowę do góry.
- Fred... - wyszeptała z niemałym zaskoczeniem.
- Musimy pogadać. - odpowiedział z wyrazem twarzy bardzo zagadkowym.
_____________________
Again, again, again. KOMENTUJCIE,
proszę. Bo nie wiem czy mam to kontynuować.
Jak nie będzie min. 5 komentarzy to zawieszę bloga :<
niedziela, 30 września 2012
Rozdział 5
hejo,
wiem, że długo, a raczej bardzo długo nic nie pisałam,
ale wena mi podupadła. Nowy rozdział, więc nowe, świeże
pomysły. Może wy macie jakieś? Napiszcie w komentarzu :)
Fred odwrócił się słysząc ruch w pokoju. Zobaczył Hermionę, na której twarzy widać było przestrach wymieszany z wściekłością. Rzuciła mu pełne odrazy spojrzenie, a jej oczy zaszkliły się łzami. Stała przez chwilę jakby ją zamurowało po czym odwróciła wzrok i wbiegła po schodach do dormitorium dziewczyn. Rudzielec wpatrywał się przez chwilę w drzwi po czym zaczął rozmyślać nad tym co teraz zaszło. Czyżby George już jej coś powiedział? Było trochę za wcześnie niż planowali, ale i tak poczuł satysfakcję, która szybko jednak została zastąpiona wyrzutami sumienia. Przecież nie wiedział jakie były zamiary Hermiony gdy z nim zrywała. Może miała ku temu powody? Nie musiał tak od razy się mścić. To żadne rozwiązanie. Nie chciał przecież sprawić jej bólu. Ale ona to zrobiła... Jego też bolało. Bolało gdy stwierdziła, że to dłużej nie przetrwa. Czuł, że nie miała żadnego zaufania do ich związku. A to bolało. Nawet bardzo. Nie da się zatracić wyrzutom sumienia. Dobrze robi. Niech wie, że to wcale nie jest przyjemne. Niech poczuje jak to boli. Wstał i wyszedł z Pokoju Wspólnego z triumfalnym uśmieszkiem na ustach. Nie będzie nim pomiatała kobieta. O nie. Przemierzał korytarz trzeciego piętra zdecydowanym krokiem. Zszedł do Wielkiej Sali gdzie zastał już tylko garstkę ludzi, którzy wyjątkowo wlekli się z jedzeniem. Był tam też George, z którym umówił się właśnie na tą godzinę. Usiadł koło niego biorąc do ręki bułkę z talerza. Brat opowiedział mu co tu zaszło między nim, a Hermioną. Fred uśmiechnął się sam do siebie. Już wie. Ale trzeba ją utwierdzić w przekonaniu, że dowie się o tym o wiele więcej osób...
- Hej Lee - rzucił do przyjaciela, który zadeklarował, że poczeka z George'm. - Skoro już i tak wszystko wiesz, mógłbyś nam trochę pomóc, prawda? - uśmiechnął się widząc, że Lee jest jak najbardziej skory do pomocy.
Hermiona leżała w dormitorium. Wypłakiwała oczy w poduszkę. Opuściła już zaklęcia i numerologię. Nie chciała stamtąd wyjść. Nie chciała się pokazać nikomu na oczy, a już szczególnie Fredowi. Co mogła zrobić? Musiała z nim zerwać. Kiedyś będzie musiał zrozumieć. W końcu to nie jej wina. Kiedyś mu przejdzie.
Harry i Ron szli korytarzem bardzo markotni. Nie widzieli Hermiony przez cały dzień, a do dormitorium dziewczyn nie mieli dostępu. Pytali wszystkich czy ją widzieli, ale wszyscy twierdzili, że nie. W dodatku Harry wciąż rozmyślał o Malfoy'u i starał się go unikać na wszelkie możliwe sposoby. Nie mógł jednak tego ciągnąć w nieskończoność. W końcu musiał z nim pogadać. Naskrobał więc parę słów na pergaminie podczas eliksirów. Przed wyjściem dał niemy znak Draconowi żeby chwilę poczekał. Wychodząc wrzucił mu skrawek pergaminu do torby i szybko się ulotnił. Blondyn wyciągnął kartkę i zarumienił się słodko odczytując jej treść, która głosiła:
"Dzisiaj o 8 pod pomnikiem jednookiej czarownicy."
O to mu chodziło. Chciał pogadać. Nie liczył na nic więcej niż rozejm. Na razie. Poszukiwał odpowiedzi na pytania, które nurtowały go od dłuższego czasu. Od czasu tych powtarzających się snów i myśli. Musiał się dowiedzieć czy to co czuje to stałe uczucie czy ulegnie zmianie. Wieczorem ubrał się więcej trochę cieplej. Zaliczył dłuższy pobyt w łazience. Potrzebował czasu na wzięcie prysznica i ułożenia włosów. Nie wiedział po co to robił, ale skoro chciał uzyskać odpowiedzi musiał to zrobić jak najbardziej przekonująco. Wpół do ósmej wyszedł z Pokoju Wspólnego Ślizgonów i powoli ruszył w kierunku umówionego miejsca. Bruneta jeszcze nie było. Spodziewał się tego, przyszedł za wcześnie. Po dziesięciu minutach czekania ujrzał jednak znaną mu sylwetką na końcu korytarza. Udał, że go nie widzi i spuścił wzrok wpatrując się teraz w swoje buty. Kątem oka wypatrywał jednak zbliżającej się osoby. Gdy była dostatecznie blisko podniósł wzrok.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz. - zwrócił się do Harry'ego.
- Dlaczego miałbym nie przyjść? To raczej w twoim stylu. - odpowiedział trochę urażony.
- Poprawka: w moim starym stylu - skorygowałem jego wypowiedź.
- Mam ci wierzyć, że teraz się zmieniłeś? - spytał kierując rozmowę na temat, który go najbardziej interesował.
- Tak. Posłuchaj, to nie jet tak, że robię jakiś podstęp. Po prostu nasza znajomość nie była zbyt udana. Chciałbym to naprawić. Mój ojciec sprawił, że zaczynam trochę uważniej oceniać ludzi i zmieniam swoje nastawienie do niektórych. Teraz chcę naprawić moją relację z tobą. Tak, doznałeś tego zaszczytu - tu uśmiechnął się w swój stary sposób - Chcę teraz tylko dowiedzieć się, co ty o tym myślisz - spojrzał znacząco Harry'emu prosto w oczy tak dobitnie, że Harry musiał spuścić wzrok.
- No wiesz... Myślę, że... Myślę, że każdemu powinno dać się szansę, więc... Niech będzie. Możemy zawrzeć rozejm, ale nie licz, że od razu ci zaufam. Na razie z wrogów przeszliśmy na neutralnych i powinno ci to wystarczyć. Chyba możemy skończyć rozmowę. Już dowiedziałem się tego czego chciałem. - zbliżył się do Dracona na dwa kroki i podał mu dłoń.
Draco spojrzał na wyciągniętą dłoń. Przerzucił spojrzenie tym razem patrząc brunetowi prosto w oczy. Zielone oczy, które do niedawna przyprawiały go o mdłości teraz sprawiły, że chciał się do niech zbliżyć. Przysunął się bliżej. Harry stał skamieniały zupełnie nie wiedząc co się dzieje. Draco korzystając z tej chwili słabości złożył szybki pocałunek na ustach bruneta po czym szybko ulotnił się z tamtego miejsca.
Harry poczuł że się czerwieni. Nie to chciał osiągnąć. Zamknął oczy i pobiegł do łazienki chcąc jak najszybciej zmyć z siebie smak ust Dracona i zapomnieć o tym co się wydarzyło...
___
mam nadzieję, że się podobało. ^^
cdn.
komentujcie!
~PadfootPattie
wiem, że długo, a raczej bardzo długo nic nie pisałam,
ale wena mi podupadła. Nowy rozdział, więc nowe, świeże
pomysły. Może wy macie jakieś? Napiszcie w komentarzu :)
Fred odwrócił się słysząc ruch w pokoju. Zobaczył Hermionę, na której twarzy widać było przestrach wymieszany z wściekłością. Rzuciła mu pełne odrazy spojrzenie, a jej oczy zaszkliły się łzami. Stała przez chwilę jakby ją zamurowało po czym odwróciła wzrok i wbiegła po schodach do dormitorium dziewczyn. Rudzielec wpatrywał się przez chwilę w drzwi po czym zaczął rozmyślać nad tym co teraz zaszło. Czyżby George już jej coś powiedział? Było trochę za wcześnie niż planowali, ale i tak poczuł satysfakcję, która szybko jednak została zastąpiona wyrzutami sumienia. Przecież nie wiedział jakie były zamiary Hermiony gdy z nim zrywała. Może miała ku temu powody? Nie musiał tak od razy się mścić. To żadne rozwiązanie. Nie chciał przecież sprawić jej bólu. Ale ona to zrobiła... Jego też bolało. Bolało gdy stwierdziła, że to dłużej nie przetrwa. Czuł, że nie miała żadnego zaufania do ich związku. A to bolało. Nawet bardzo. Nie da się zatracić wyrzutom sumienia. Dobrze robi. Niech wie, że to wcale nie jest przyjemne. Niech poczuje jak to boli. Wstał i wyszedł z Pokoju Wspólnego z triumfalnym uśmieszkiem na ustach. Nie będzie nim pomiatała kobieta. O nie. Przemierzał korytarz trzeciego piętra zdecydowanym krokiem. Zszedł do Wielkiej Sali gdzie zastał już tylko garstkę ludzi, którzy wyjątkowo wlekli się z jedzeniem. Był tam też George, z którym umówił się właśnie na tą godzinę. Usiadł koło niego biorąc do ręki bułkę z talerza. Brat opowiedział mu co tu zaszło między nim, a Hermioną. Fred uśmiechnął się sam do siebie. Już wie. Ale trzeba ją utwierdzić w przekonaniu, że dowie się o tym o wiele więcej osób...
- Hej Lee - rzucił do przyjaciela, który zadeklarował, że poczeka z George'm. - Skoro już i tak wszystko wiesz, mógłbyś nam trochę pomóc, prawda? - uśmiechnął się widząc, że Lee jest jak najbardziej skory do pomocy.
Hermiona leżała w dormitorium. Wypłakiwała oczy w poduszkę. Opuściła już zaklęcia i numerologię. Nie chciała stamtąd wyjść. Nie chciała się pokazać nikomu na oczy, a już szczególnie Fredowi. Co mogła zrobić? Musiała z nim zerwać. Kiedyś będzie musiał zrozumieć. W końcu to nie jej wina. Kiedyś mu przejdzie.
Harry i Ron szli korytarzem bardzo markotni. Nie widzieli Hermiony przez cały dzień, a do dormitorium dziewczyn nie mieli dostępu. Pytali wszystkich czy ją widzieli, ale wszyscy twierdzili, że nie. W dodatku Harry wciąż rozmyślał o Malfoy'u i starał się go unikać na wszelkie możliwe sposoby. Nie mógł jednak tego ciągnąć w nieskończoność. W końcu musiał z nim pogadać. Naskrobał więc parę słów na pergaminie podczas eliksirów. Przed wyjściem dał niemy znak Draconowi żeby chwilę poczekał. Wychodząc wrzucił mu skrawek pergaminu do torby i szybko się ulotnił. Blondyn wyciągnął kartkę i zarumienił się słodko odczytując jej treść, która głosiła:
"Dzisiaj o 8 pod pomnikiem jednookiej czarownicy."
O to mu chodziło. Chciał pogadać. Nie liczył na nic więcej niż rozejm. Na razie. Poszukiwał odpowiedzi na pytania, które nurtowały go od dłuższego czasu. Od czasu tych powtarzających się snów i myśli. Musiał się dowiedzieć czy to co czuje to stałe uczucie czy ulegnie zmianie. Wieczorem ubrał się więcej trochę cieplej. Zaliczył dłuższy pobyt w łazience. Potrzebował czasu na wzięcie prysznica i ułożenia włosów. Nie wiedział po co to robił, ale skoro chciał uzyskać odpowiedzi musiał to zrobić jak najbardziej przekonująco. Wpół do ósmej wyszedł z Pokoju Wspólnego Ślizgonów i powoli ruszył w kierunku umówionego miejsca. Bruneta jeszcze nie było. Spodziewał się tego, przyszedł za wcześnie. Po dziesięciu minutach czekania ujrzał jednak znaną mu sylwetką na końcu korytarza. Udał, że go nie widzi i spuścił wzrok wpatrując się teraz w swoje buty. Kątem oka wypatrywał jednak zbliżającej się osoby. Gdy była dostatecznie blisko podniósł wzrok.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz. - zwrócił się do Harry'ego.
- Dlaczego miałbym nie przyjść? To raczej w twoim stylu. - odpowiedział trochę urażony.
- Poprawka: w moim starym stylu - skorygowałem jego wypowiedź.
- Mam ci wierzyć, że teraz się zmieniłeś? - spytał kierując rozmowę na temat, który go najbardziej interesował.
- Tak. Posłuchaj, to nie jet tak, że robię jakiś podstęp. Po prostu nasza znajomość nie była zbyt udana. Chciałbym to naprawić. Mój ojciec sprawił, że zaczynam trochę uważniej oceniać ludzi i zmieniam swoje nastawienie do niektórych. Teraz chcę naprawić moją relację z tobą. Tak, doznałeś tego zaszczytu - tu uśmiechnął się w swój stary sposób - Chcę teraz tylko dowiedzieć się, co ty o tym myślisz - spojrzał znacząco Harry'emu prosto w oczy tak dobitnie, że Harry musiał spuścić wzrok.
- No wiesz... Myślę, że... Myślę, że każdemu powinno dać się szansę, więc... Niech będzie. Możemy zawrzeć rozejm, ale nie licz, że od razu ci zaufam. Na razie z wrogów przeszliśmy na neutralnych i powinno ci to wystarczyć. Chyba możemy skończyć rozmowę. Już dowiedziałem się tego czego chciałem. - zbliżył się do Dracona na dwa kroki i podał mu dłoń.
Draco spojrzał na wyciągniętą dłoń. Przerzucił spojrzenie tym razem patrząc brunetowi prosto w oczy. Zielone oczy, które do niedawna przyprawiały go o mdłości teraz sprawiły, że chciał się do niech zbliżyć. Przysunął się bliżej. Harry stał skamieniały zupełnie nie wiedząc co się dzieje. Draco korzystając z tej chwili słabości złożył szybki pocałunek na ustach bruneta po czym szybko ulotnił się z tamtego miejsca.
Harry poczuł że się czerwieni. Nie to chciał osiągnąć. Zamknął oczy i pobiegł do łazienki chcąc jak najszybciej zmyć z siebie smak ust Dracona i zapomnieć o tym co się wydarzyło...
___
mam nadzieję, że się podobało. ^^
cdn.
komentujcie!
~PadfootPattie
sobota, 8 września 2012
Rozdział 4
szybko mi idzie to pisanie dla was.
i jeszcze raz proszę o komentarze, żebym wiedziała
czy ktoś to czyta czy nie. jak coś się nie podoba to piszcie co,
postaram się to zmienić +jeśli macie jakieś propozycje dotyczące
treści, coś byście chcieli przeczytać też piszcie, a może
uwzględnię to w blogu.
Draco nic nie powiedział. Spojrzał mu w oczy starając się dostrzec czy Harry przeczytał list i co o tym sądzi. Brunet przestraszony odwrócił się i odszedł, ale srebrnooki złapał go za nadgarstek przyciągając do siebie. Harry, teraz już przerażony do granic możliwości próbował się wyrwać, ale na daremnie.
- Czego chcesz? - warknął.
Draco przysunął swoje usta do ucha Harry'ego prawie go dotykając. Chłopak rozejrzał się niespokojnie czy ktoś tego przypadkiem nie widzi. Właściwie sam nie wiedział czemu to robi skoro w tym miejscu jest prawie cała szkoła! Na pewno ktoś zauważył. Czuł oddech Malfoy'a na swoim uchu, a po chwili usłyszał jego szept.
- Pamiętaj, propozycja wciąż aktualna.
Po tych słowach puścił Gryfona i odszedł w kierunku Wielkiej Sali. Harry stał przez chwilę sparaliżowany. Serce waliło mu jakby miało zamiar wyskoczyć. Ciągle dzwonił mu w uszach ten zimny szept, przyprawiający o dreszcze. Wiedział, że widziało to sporo osób, więc nie mógł dać po sobie poznać, że się czegoś wystraszył. Sam zresztą nie wiedział co go tak przestraszyło. To, że dowiedział się, że to co Malfoy napisał w liście? Przecież powinien się raczej cieszyć, prawda? W końcu Draco chciał się z nim pogodzić, ale ten jego głos... Brzmiał tak strasznie, dziwnie... Nigdy jeszcze nie słyszał żeby Malfoy używał takiego tonu. Był nasycony, czym? Na pewno nie nienawiścią. Pożądaniem? Tak, dokładnie. Teraz już przynajmniej Harry wiedział co go tak przeraziło. Ruszył się w końcu z miejsca i wszedł do Wielkiej Sali. Przy stole Gryfonów zauważył Rona i Hermionę. usiadł między nimi i wpatrzył się w stół nauczycieli.
- Hej Harry - mruknął Ron. - Słyszałem, że miałeś jakieś starcie z Malfoy'em - powiedział podejrzliwie.
- Nie, nie, to nic takiego - wytłumaczył Harry, próbując zbiec z tematu dodał - Jak myślicie kogo dostaniemy w tym roku od obrony przed czarną magią?
- Słyszałam, że to ktoś z Ministerstwa - mruknęła Hermiona.
- Co? Gdzie ty to niby usłyszałaś? - spytał Ron. Podziałało, odczepił się od Harry'ego.
- No... Ja... Nie pamiętam.
Hermiona po prostu nie chciała przyznać, że Fred jej o tym powiedział. Użył Uszu Dalekiego Zasięgu i podsłuchał rozmowę Zakonu Feniksa. Harry nie wiedział o Zakonie, nigdy tam nie był. Pech chciał, że nie widział się z Syriuszem. Był całkowicie odcięty, a zarządził to sam Dumbledore. Przynajmniej nie osądzał o to Rona i Hermionę. Teraz, po zerwaniu z Fredem czuła się jeszcze gorzej niż jak spotykała się z nim za plecami przyjaciół. Czemu z nim zerwała? Po prostu czuła, że go ogranicza. Uważała, że teraz, kiedy wróci do Hogwartu mnóstwo dziewczyn będzie się za nim uganiało i na pewno jakaś spodoba mu się bardziej niż Hermiona. Spojrzała na niego ukradkiem, ale zobaczyła tylko George'a, a obok niego puste miejsce.
- Hej George, gdzie Fred? - spytała wyraźnie zaniepokojona. Na twarzy bliźniaka pojawił się złośliwy uśmieszek.
- A jak myślisz, Mio? - Mio?, przecież Fred ją tak nazywał, a tylko on o tym wiedział, a przynajmniej tak jej się wydawało.
Odwróciła się przestraszona. Spojrzała na przyjaciół, którzy to usłyszeli. Oboje nie wiedzieli o co chodzi, co działało na jej korzyść. Podniosła się z ławki i wyszła z Wielkiej Sali wracając prosto do Pokoju Wspólnego. Fred na pewno powiedział George'owi wszystko, skoro wiedziała nawet o "Mio". Weszła do salonu, gdzie nie było już nikogo, bo wszyscy Gryfoni zgromadzili się na śniadaniu. Właściwie, nie wszyscy, bo właśnie zauważyła jednego rudzielca siedzącego na fotelu przy kominku...
sorki, że tak krótko, ale mam mało czasu :C
podobało się? - daj komentarz,
nie podobało się? - też daj komentarz i jakoś to uzasadnij
~PadfootPatti
i jeszcze raz proszę o komentarze, żebym wiedziała
czy ktoś to czyta czy nie. jak coś się nie podoba to piszcie co,
postaram się to zmienić +jeśli macie jakieś propozycje dotyczące
treści, coś byście chcieli przeczytać też piszcie, a może
uwzględnię to w blogu.
Draco nic nie powiedział. Spojrzał mu w oczy starając się dostrzec czy Harry przeczytał list i co o tym sądzi. Brunet przestraszony odwrócił się i odszedł, ale srebrnooki złapał go za nadgarstek przyciągając do siebie. Harry, teraz już przerażony do granic możliwości próbował się wyrwać, ale na daremnie.
- Czego chcesz? - warknął.
Draco przysunął swoje usta do ucha Harry'ego prawie go dotykając. Chłopak rozejrzał się niespokojnie czy ktoś tego przypadkiem nie widzi. Właściwie sam nie wiedział czemu to robi skoro w tym miejscu jest prawie cała szkoła! Na pewno ktoś zauważył. Czuł oddech Malfoy'a na swoim uchu, a po chwili usłyszał jego szept.
- Pamiętaj, propozycja wciąż aktualna.
Po tych słowach puścił Gryfona i odszedł w kierunku Wielkiej Sali. Harry stał przez chwilę sparaliżowany. Serce waliło mu jakby miało zamiar wyskoczyć. Ciągle dzwonił mu w uszach ten zimny szept, przyprawiający o dreszcze. Wiedział, że widziało to sporo osób, więc nie mógł dać po sobie poznać, że się czegoś wystraszył. Sam zresztą nie wiedział co go tak przestraszyło. To, że dowiedział się, że to co Malfoy napisał w liście? Przecież powinien się raczej cieszyć, prawda? W końcu Draco chciał się z nim pogodzić, ale ten jego głos... Brzmiał tak strasznie, dziwnie... Nigdy jeszcze nie słyszał żeby Malfoy używał takiego tonu. Był nasycony, czym? Na pewno nie nienawiścią. Pożądaniem? Tak, dokładnie. Teraz już przynajmniej Harry wiedział co go tak przeraziło. Ruszył się w końcu z miejsca i wszedł do Wielkiej Sali. Przy stole Gryfonów zauważył Rona i Hermionę. usiadł między nimi i wpatrzył się w stół nauczycieli.
- Hej Harry - mruknął Ron. - Słyszałem, że miałeś jakieś starcie z Malfoy'em - powiedział podejrzliwie.
- Nie, nie, to nic takiego - wytłumaczył Harry, próbując zbiec z tematu dodał - Jak myślicie kogo dostaniemy w tym roku od obrony przed czarną magią?
- Słyszałam, że to ktoś z Ministerstwa - mruknęła Hermiona.
- Co? Gdzie ty to niby usłyszałaś? - spytał Ron. Podziałało, odczepił się od Harry'ego.
- No... Ja... Nie pamiętam.
Hermiona po prostu nie chciała przyznać, że Fred jej o tym powiedział. Użył Uszu Dalekiego Zasięgu i podsłuchał rozmowę Zakonu Feniksa. Harry nie wiedział o Zakonie, nigdy tam nie był. Pech chciał, że nie widział się z Syriuszem. Był całkowicie odcięty, a zarządził to sam Dumbledore. Przynajmniej nie osądzał o to Rona i Hermionę. Teraz, po zerwaniu z Fredem czuła się jeszcze gorzej niż jak spotykała się z nim za plecami przyjaciół. Czemu z nim zerwała? Po prostu czuła, że go ogranicza. Uważała, że teraz, kiedy wróci do Hogwartu mnóstwo dziewczyn będzie się za nim uganiało i na pewno jakaś spodoba mu się bardziej niż Hermiona. Spojrzała na niego ukradkiem, ale zobaczyła tylko George'a, a obok niego puste miejsce.
- Hej George, gdzie Fred? - spytała wyraźnie zaniepokojona. Na twarzy bliźniaka pojawił się złośliwy uśmieszek.
- A jak myślisz, Mio? - Mio?, przecież Fred ją tak nazywał, a tylko on o tym wiedział, a przynajmniej tak jej się wydawało.
Odwróciła się przestraszona. Spojrzała na przyjaciół, którzy to usłyszeli. Oboje nie wiedzieli o co chodzi, co działało na jej korzyść. Podniosła się z ławki i wyszła z Wielkiej Sali wracając prosto do Pokoju Wspólnego. Fred na pewno powiedział George'owi wszystko, skoro wiedziała nawet o "Mio". Weszła do salonu, gdzie nie było już nikogo, bo wszyscy Gryfoni zgromadzili się na śniadaniu. Właściwie, nie wszyscy, bo właśnie zauważyła jednego rudzielca siedzącego na fotelu przy kominku...
sorki, że tak krótko, ale mam mało czasu :C
podobało się? - daj komentarz,
nie podobało się? - też daj komentarz i jakoś to uzasadnij
~PadfootPatti
czwartek, 30 sierpnia 2012
Rozdział 3
siemson.
no i następna notka, proszę zostawiajcie komentarze,
nie muszą być to oceny, ale chociażby coś żebym wiedziała,
że ktoś to w ogóle czyta :)
Następny dzień przyszedł bardzo szybko. Harry miał właściwie wrażenie, że w ogóle nie spał. Cały czas myślał o tym liście. Starał się wytłumaczyć samemu sobie czy to naprawdę coś znaczyło, bo nie miał pojęcia co o tym myśleć. Miał w głowie ułożonych kilka możliwości. Po pierwsze, Malfoy próbuje sobie z niego drwić, po drugie, próbuje go do czegoś nakłonić, po trzecie, próbuje go zwabić do swojego ojca. Brał pod uwagę wszystkie możliwe scenariusze, oprócz tego, który był dosłownie opisany w liście. Szczerze powiedziawszy po przeczytaniu wiadomości poczuł jeszcze większy wstręt do Dracona niż czuł wcześniej, o ile to w ogóle możliwe. Postanowił nie zaprzątać sobie tym głowy, przynajmniej na razie, ale w końcu już dzisiaj miał się z nim zobaczyć. Dziwne, ale przechodziły go dreszcze.
Wstał z łóżka wcześniej niż Ron, ale spojrzał na zegarek i obudził przyjaciela, bo pani Weasley zrobiłaby to dużo głośniej. Rudzielec podniósł się powoli usiłując nie zasnął po raz drugi. W końcu poszli umyć zęby i ubrali się w normalne, mugolskie ciuchy. Zeszli na dół na śniadanie, gdzie zastali resztę familii. Molly wciąż ich pospieszała, ale mieli jeszcze dużo czasu.
- Euj 'Arry, jauuz ybau jem kond a oha - wydukał Ron z ustami pełnymi jedzenia.
- Przepraszam Ron, nie rozumiem, mógłbyś powtórzyć? - spytał uprzejmie Harry. Rudzielec przełknął to co żuł.
- Mówię, że już chyba wiem skąd ta sowa - odpowiedział, tym razem wyraźnie.
- Ahhm... - mruknął Harry wyraźnie zaniepokojony tym co przyjaciel może teraz powiedzieć, więc wepchnął sobie do ust ostatni kawałek bułki i wstał od stołu - Dziękuję, pani Weasley, pójdę już na górę, muszę spakować jeszcze parę rzeczy. Wyszedł nie patrząc na Rona, który zrobił podejrzliwą minę, ale wzruszył ramionami i dalej jadł.
Hermiona odeszła od stołu zaraz po Harry'm. Pobiegła do pokoju żeby poczekać na Ginny, ale zamiast niej w drzwiach stanął Fred. Uśmiechnął się do niej szeroko i zamknął za sobą drzwi. Oczekiwał jej reakcji, ale ona tylko siedziała z uniesionymi brwiami, patrząc na niego zdawkowo.
- Dzień dobry - przywitał się ironicznie przeciągając sylaby.
- Witaj - powiedziała Hermiona bezbarwnym głosem.
- Coś się stało? - spytał chłopak, podchodząc bliżej. Mina trochę mu zrzedła. Zastanawiał się co może znaczyć zachowanie Hermiony.
- Musimy pogadać - oznajmiła krótko.
Fred nienawidził, szczerze nienawidził tych dwóch słów. To najbardziej irytujący zwrot, zaraz po: "Zostańmy przyjaciółmi" oraz "Nic mi nie jest". Jednak nie chciał się kłócić. Usiadł więc pokornie koło dziewczyny na łóżku patrząc na nią, ale ona tylko spuściła wzrok, przyglądając się swoim butom.
- No więc - zaczęła, wciąż na niego nie patrząc - Myślę, że nie powinniśmy tego dalej ciągnąć - wyrzuciła na jednym wydechu.
Freda zszokowało to, co powiedziała, nie powinni tego dalej ciągnąć? To znaczy, że z nim zrywa?
- Nie rozumiem, zrywasz ze mną? - wypowiedział na głos swoje myśli.
- Ja... ja... tak - wypowiedziała to bardzo wyraźnie, ale słychać było, że głos jej się załamał.
Chłopak spojrzał na nią pogardliwie. Zabolało. Bardzo zabolało. Bo niby czemu? Nawet nie dała mu powodu? Przecież nie było źle... Nigdy się nie skarżyła. Jeszcze wczoraj śmiali się w najlepsze, ukryci za szopą w ogrodzie, tak by nikt ich nie zobaczył, a dzisiaj... Fred poczuł w oczach łzy, więc wstał, podszedł do drzwi, ale odwrócił się jakby chciał coś jeszcze dodać. Hermiona spojrzała na niego, z nadzieją w oczach, choć nie wiadomo było na co liczyła. Widząc to chłopak zacisnął tylko wargi i wyszedł z pokoju zatrzaskując drzwi. Potruchtał do swojego pokoju, który był tylko parę kroków dalej, wszedł i rzucił się na łóżko. Oddychał ciężko starając się powstrzymać łzy. Zerwała z nim. Akurat w momencie, kiedy czuł, że nigdy mu tego nie zrobi. Ona to potrafi wszystko zepsuć. Pewnie nawet nigdy go tak naprawdę nie kochała. A on kretyn jej uwierzył! Szkoda słów. Ale Fred nie jest taki co popuszcza, o nie. Nie ma mowy. Nie ujdzie jej to płazem.
O w pół do jedenastej wszyscy członkowie rodziny Weasley'ów oraz Harry i Hermiona byli gotowi do odjazdu na King's Cross. Zapakowali się do samochodów, które, o dziwo, pan Weasley dostał z Ministerstwa. Na peronie byli akurat o jedenastej, więc Harry nie zdążył podziękować Molly za gościnę, bo musieli się pakować do pociągu. Szybko znalazł przedział i pociąg ruszył.
- Na co czekacie? Wchodźcie - zaprosił Rona i Hermionę do środka.
- My... Nie gniewaj się Harry, ale musimy iść z Ronem do przedziału dla prefektów - oznajmiła Hermiona smutnym tonem.
- Co? Prefe... - zdziwił się Harry, ale nie dokończył myśli, bo Ron wskazał na plakietkę - Dlaczego mi nie powiedzieliście? - spytał z wyrzutem.
- No wiesz... Jakoś nie było okazji - mruknął rudzielec.
- Jasne... - brunet przewrócił oczami. - Idźcie już.
Poszli więc i nic więcej nie odpowiedzieli. Harry siedział sam przez jakieś 10 minut, ale później dołączyli do niego bliźniacy oraz Lee Jordan. George i Lee zaczęli mu opowiadać o smakołykach jakie wynaleźli, ale Fred był coś nachmurzony i jakby, nieobecny. Błądził oczami po przedziale, a w końcu jego wzrok zatrzymał się na oknie i wyglądał przez nie przez resztę podróży. Harry nie zobaczył przyjaciół, ani na stacji w Hogsmeade, ani przy wejściu do Hogwartu. Wpadł tam, na osobę, której nie miał ochoty widzieć nigdzie, nie tylko w Hogracie. Wpadł na Draco Malfoya, znowu zresztą.
_______
mam nadzieję, że się podobało.
zostawcie komentarz :3
~PadfootPatti
no i następna notka, proszę zostawiajcie komentarze,
nie muszą być to oceny, ale chociażby coś żebym wiedziała,
że ktoś to w ogóle czyta :)
Następny dzień przyszedł bardzo szybko. Harry miał właściwie wrażenie, że w ogóle nie spał. Cały czas myślał o tym liście. Starał się wytłumaczyć samemu sobie czy to naprawdę coś znaczyło, bo nie miał pojęcia co o tym myśleć. Miał w głowie ułożonych kilka możliwości. Po pierwsze, Malfoy próbuje sobie z niego drwić, po drugie, próbuje go do czegoś nakłonić, po trzecie, próbuje go zwabić do swojego ojca. Brał pod uwagę wszystkie możliwe scenariusze, oprócz tego, który był dosłownie opisany w liście. Szczerze powiedziawszy po przeczytaniu wiadomości poczuł jeszcze większy wstręt do Dracona niż czuł wcześniej, o ile to w ogóle możliwe. Postanowił nie zaprzątać sobie tym głowy, przynajmniej na razie, ale w końcu już dzisiaj miał się z nim zobaczyć. Dziwne, ale przechodziły go dreszcze.
Wstał z łóżka wcześniej niż Ron, ale spojrzał na zegarek i obudził przyjaciela, bo pani Weasley zrobiłaby to dużo głośniej. Rudzielec podniósł się powoli usiłując nie zasnął po raz drugi. W końcu poszli umyć zęby i ubrali się w normalne, mugolskie ciuchy. Zeszli na dół na śniadanie, gdzie zastali resztę familii. Molly wciąż ich pospieszała, ale mieli jeszcze dużo czasu.
- Euj 'Arry, jauuz ybau jem kond a oha - wydukał Ron z ustami pełnymi jedzenia.
- Przepraszam Ron, nie rozumiem, mógłbyś powtórzyć? - spytał uprzejmie Harry. Rudzielec przełknął to co żuł.
- Mówię, że już chyba wiem skąd ta sowa - odpowiedział, tym razem wyraźnie.
- Ahhm... - mruknął Harry wyraźnie zaniepokojony tym co przyjaciel może teraz powiedzieć, więc wepchnął sobie do ust ostatni kawałek bułki i wstał od stołu - Dziękuję, pani Weasley, pójdę już na górę, muszę spakować jeszcze parę rzeczy. Wyszedł nie patrząc na Rona, który zrobił podejrzliwą minę, ale wzruszył ramionami i dalej jadł.
Hermiona odeszła od stołu zaraz po Harry'm. Pobiegła do pokoju żeby poczekać na Ginny, ale zamiast niej w drzwiach stanął Fred. Uśmiechnął się do niej szeroko i zamknął za sobą drzwi. Oczekiwał jej reakcji, ale ona tylko siedziała z uniesionymi brwiami, patrząc na niego zdawkowo.
- Dzień dobry - przywitał się ironicznie przeciągając sylaby.
- Witaj - powiedziała Hermiona bezbarwnym głosem.
- Coś się stało? - spytał chłopak, podchodząc bliżej. Mina trochę mu zrzedła. Zastanawiał się co może znaczyć zachowanie Hermiony.
- Musimy pogadać - oznajmiła krótko.
Fred nienawidził, szczerze nienawidził tych dwóch słów. To najbardziej irytujący zwrot, zaraz po: "Zostańmy przyjaciółmi" oraz "Nic mi nie jest". Jednak nie chciał się kłócić. Usiadł więc pokornie koło dziewczyny na łóżku patrząc na nią, ale ona tylko spuściła wzrok, przyglądając się swoim butom.
- No więc - zaczęła, wciąż na niego nie patrząc - Myślę, że nie powinniśmy tego dalej ciągnąć - wyrzuciła na jednym wydechu.
Freda zszokowało to, co powiedziała, nie powinni tego dalej ciągnąć? To znaczy, że z nim zrywa?
- Nie rozumiem, zrywasz ze mną? - wypowiedział na głos swoje myśli.
- Ja... ja... tak - wypowiedziała to bardzo wyraźnie, ale słychać było, że głos jej się załamał.
Chłopak spojrzał na nią pogardliwie. Zabolało. Bardzo zabolało. Bo niby czemu? Nawet nie dała mu powodu? Przecież nie było źle... Nigdy się nie skarżyła. Jeszcze wczoraj śmiali się w najlepsze, ukryci za szopą w ogrodzie, tak by nikt ich nie zobaczył, a dzisiaj... Fred poczuł w oczach łzy, więc wstał, podszedł do drzwi, ale odwrócił się jakby chciał coś jeszcze dodać. Hermiona spojrzała na niego, z nadzieją w oczach, choć nie wiadomo było na co liczyła. Widząc to chłopak zacisnął tylko wargi i wyszedł z pokoju zatrzaskując drzwi. Potruchtał do swojego pokoju, który był tylko parę kroków dalej, wszedł i rzucił się na łóżko. Oddychał ciężko starając się powstrzymać łzy. Zerwała z nim. Akurat w momencie, kiedy czuł, że nigdy mu tego nie zrobi. Ona to potrafi wszystko zepsuć. Pewnie nawet nigdy go tak naprawdę nie kochała. A on kretyn jej uwierzył! Szkoda słów. Ale Fred nie jest taki co popuszcza, o nie. Nie ma mowy. Nie ujdzie jej to płazem.
O w pół do jedenastej wszyscy członkowie rodziny Weasley'ów oraz Harry i Hermiona byli gotowi do odjazdu na King's Cross. Zapakowali się do samochodów, które, o dziwo, pan Weasley dostał z Ministerstwa. Na peronie byli akurat o jedenastej, więc Harry nie zdążył podziękować Molly za gościnę, bo musieli się pakować do pociągu. Szybko znalazł przedział i pociąg ruszył.
- Na co czekacie? Wchodźcie - zaprosił Rona i Hermionę do środka.
- My... Nie gniewaj się Harry, ale musimy iść z Ronem do przedziału dla prefektów - oznajmiła Hermiona smutnym tonem.
- Co? Prefe... - zdziwił się Harry, ale nie dokończył myśli, bo Ron wskazał na plakietkę - Dlaczego mi nie powiedzieliście? - spytał z wyrzutem.
- No wiesz... Jakoś nie było okazji - mruknął rudzielec.
- Jasne... - brunet przewrócił oczami. - Idźcie już.
Poszli więc i nic więcej nie odpowiedzieli. Harry siedział sam przez jakieś 10 minut, ale później dołączyli do niego bliźniacy oraz Lee Jordan. George i Lee zaczęli mu opowiadać o smakołykach jakie wynaleźli, ale Fred był coś nachmurzony i jakby, nieobecny. Błądził oczami po przedziale, a w końcu jego wzrok zatrzymał się na oknie i wyglądał przez nie przez resztę podróży. Harry nie zobaczył przyjaciół, ani na stacji w Hogsmeade, ani przy wejściu do Hogwartu. Wpadł tam, na osobę, której nie miał ochoty widzieć nigdzie, nie tylko w Hogracie. Wpadł na Draco Malfoya, znowu zresztą.
_______
mam nadzieję, że się podobało.
zostawcie komentarz :3
~PadfootPatti
wtorek, 28 sierpnia 2012
Rozdział 2
siemson.
postanowiłam, że będę dodawać notki częściej, ale będą krótsze.
właściwie będę dodawać co tydzień, a raczej postaram się, ale myślę, że dam radę, bo
w końcu trzeba coś robić na lekcjach przez cały tydzień, nie? C:
Harry obudził się w dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. Przez cały ten czas ani razu nie wspomniał o wizycie w Eyelope ani Ronowi, ani Hermionie. Prawdę mówiąc już o tym zapomniał. Wiązało się to z dniem, w którym wpadł na Malfoy'a. Nigdy nie starał się powracać do niego w pamięci. Usilnie starał się o tym zapomnieć, ale jak na razie udawało mu się tylko nie myśleć o tym.
Spojrzał na zegarek zaspanymi oczami. Była ósma rano, więc Harry nie miał co liczyć na jeszcze chwilę snu. Zsunął się z łóżka i zerknął z ukosa na łóżko Rona, ale było puste. Pewnie jest w łazience, pomyślał wkładając spodnie. Był już ubrany, więc poszedł do łazienki, w której, ku zdumieniu zielonookiego, nie było Rona. Umył się, załatwił inne potrzeby i zszedł na dół, do salonu. Zastał tam dyskutujących Weasley'ów.
- On nie może się dowiedzieć! - mówiła Molly ściszonym głosem. Harry spostrzegł, że byli tam wszyscy oprócz niego. Wszedł do pokoju bez wahania, a wszyscy nagle umilkli. Artur Weasley, ojciec rudzielców schował pospiesznie jakąś gazetę.
- O czym nie mogę się dowiedzieć? - spytał trochę podirytowany.
- Cóż, Molly, skoro on już wie, że coś przed nim ukrywamy myślę, że należałoby mu wyjaśnić - powiedział pan Weasley wyciągając gazetą spod stołu, która okazała się być Prorokiem Codziennym i spojrzawszy kątem oka na Molly, która kiwnęła głową z rezygnacją, kontynuował - No więc Harry, musisz wiedzieć, że przez te wakacje Prorok nie oszczędzał ani ciebie ani Dumbledore'a - tak wiem, prychnął Harry w duchu, ale nic nie powiedział - Piszą, że Sam Wiesz Kto wcale nie odzyskał mocy, a wszystko co opowiadasz to majaki spowodowane na widok martwego ciała Cedrika - Harry'ego ukuło lekko wspomnienie tego wydarzenia, ale dalej milczał.
- Nie chcieliśmy ci tego mówić, bo pomyśleliśmy, że będziesz zły na Ministerstwo i będziesz chciał się zemścić - cóż, pomyślał Harry, bardzo możliwe, że takie byłoby moje pierwsze odczucie, ale w końcu uznałbym, że nie ma sensu walczyć z nieugiętym.
- Nie potrzebnie się martwiliście. Mam w nosie co pisze Prorok. I mam dość tej pogiętej, tajemniczej atmosfery, która wciąż tu panuje. Rona nie ma w pokoju, poza tym Hermiona co chwila gdzieś się wymyka. Nie wiedziałem o co chodzi, ale teraz widzę, że to po prostu wasze niepotrzebne zmartwienia. Proszę, nie martwcie się o mnie. Nic mi nie będzie - powiedział posyłając im uprzejmy uśmiech.
Hermiona zamarła gdy usłyszała co Harry o niej powiedział. Fakt faktem, wymykała się, ale tylko żeby spotkać się z Fredem. Spojrzała na niego zaniepokojona, a on tylko uśmiechnął się łobuzersko. Odwróciła wzrok zmieszana i spostrzegła, że Ron patrzył na nią zagadkowo. Poczuła, że się rumieni, więc ukryła twarz pod burzą włosów. Wiedziała, że rudzielec od pewnego czasu czuje do niej coś więcej, ale ona nie mogła powiedzieć tego samego. Uważała go tylko za przyjaciela, a od zawsze podobał jej się Fred. Na szczęście niktnie zwrócił szczególnej uwagi na słowa Harry'ego. Reszta dnia minęła dość szybko. Musieli spakować kufry posprzątać po sobie pokoje i pomóc trochę pani Weasley. W końcu był już późny wieczór. Molly kazała imwcześniej iść spać, bo mieli jutro wstać jeszcze wcześniej niż zwykle, żeby zdążyć na pociąg. Hermiona i Ginny poszły więc do pokoju się położyć.
Harry miał kłopoty z zaśnięciem, ale to wcale nie dlatego, że Weasley'owie powiedzieli mu o Proroku, bo przecież wiedział o tym wcześniej. Chodziło o coś, co stało się jakieś parę godzin później. Dostał sowę, bardzo nieoczekiwaną, o ile może być coś bardziej niż nieoczekiwane. W każdym razie nie rozstawał się z pergaminem, który mu przyniosła i nikomu go nie pokazał, choć wszyscy go o to prosili. Siedział wtedy przy parapecie, odpoczywając chwilę od pakowania. Jak to możliwe, że ich rzeczy były porozwalane po calutkimdomu? W każdym razie zobaczył na niebie zbliżający się kształt i od razu rozpoznał, że była to sowa. Otworzył okno pozwalając jej wlecieć. Była bardzo zadbana. Cała czarna, a jej pióra połyskiwały leciutko. Chodziła i latała z wysoko uniesionym dziobem. Ron, który usłyszał jej skrzek przybiegł szybko na górę.
- Co to Harry? - spytał - Od kogo dostałeś ten list? - wskazywał na pergamin, który Harry trzymał w ręku.
Chłopak sam chciał się dowiedzieć, więc szybko rozwinął liścik. Ron podbiegł do niego i Harry, który właśnie przeczytał nadawcę na czas wsunął go do kieszeni. Zrobiło mu się gorąco i poczuł, że pieką go policzki.
- Co? A... nie to... nic takiego - rzucił.
- Ta sowa wyglądała na należącą do bogatej rodziny. Może to od Dumbledore'a? - spytał podejrzliwie, ale Harry nie odpowiedział - Nie, przecież nie było pieczęci... - mruknął sam sobie odpowiadając i wyszedł z pokoju.
Harry upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu wyciągnął pergamin i postanowił przeczytać cały list. Wcześniej widząc Draco Malfoy, w podpisie od razu przypomniał sobie spotkanie z nim na Pokątnej. Znów serce zabiło mu mocniej i przestało przyspieszać dopiero gdy doczytał go do końca. Zlał się cały potem. Schował wiadomość w spodniach i poszedł do łazienki, żeby oblać się wodą. Przez cały dzień czuł się jakoś dziwnie. Reszta tego nie zauważyła. Tylko Ron zerkał na niego podejrzliwie.
Teraz, kiedy wszyscy już spali, a Harry był pewny, że nikt go nie podejrzy wyciągnął list po raz kolejny.
Harry,
Dużo myślę o tym co się stało i doszedłem do wniosku, że zbyt ostro traktowałem cię przez ostatnie cztery lata. Mam nadzieję, że nie nienawidzisz mnie tak bardzo jak myślę i że uda mi się ciebie jakoś przekonać do rozejmu. Uważam, że moglibyśmy się dogadać. Oczywiście nie nalegam, ani nie przymuszam cię żebyś mnie przeprosił. To ja przepraszam. Zachowywałem się jak ostatni dupek. Nie wiem czemu dopiero teraz to widzę, może dlatego, że dorosłem i nie jestem już taki dziecinny.
Reszta część listu była starannie zamazana, jednak Harry rozszyfrował to co było tam napisane, a właściwie po części.
Zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę tylko (niewidoczny wyraz) ci przyjaciół, sławy, ale chyba najbardziej (ten wyraz była tak starannie zakreślony, że Harry nie rozszyfrował nawet literki). Lubię cię, chyba nawet (znowu nie do rozszyfrowania).
Pozdrawiam i (znowu niewidoczne),
Draco Malfoy.
Ta końcówka była zakreślona, ale pod nią było jeszcze, już normalni napisane:
Do zobaczenia w Hogwarcie,
Draco Malfoy.
_______
mam nadzieję, że się podoba i liczę na opinie w komentarzach, dzięki
~Padfoot Patti
niedziela, 29 lipca 2012
Rozdział 1
Rozdział 1
„Co tylko chcesz”
Po zjedzonym śniadaniu rodzina Weasley’ów, Harry oraz Hermiona zdecydowali się udać na ulicę Pokątną, by zrobić zakupy. Za pomocą proszku Fiuu przenieśli się na słynną aleję. Artur Weasley zarządził, że on i Molly pójdą po podręczniki, a „dzieciaczki” będą miały trochę czasu na smakołyki lub sklep miotlarski. Tam właśnie po namowach Ginny poszła Hermiona. Harry, Ron i bliźniacy uciekli na słodkości. Kupili sobie po wielkiej porcji lodów. Harry wybrał orzechową, malinową i o smaku soku z dyni.
- Za chwilę wrócę, muszę iść do Eyelope kupić Hedwidze smakołyki – rzucił odchodząc.
Zostały mu już tylko dwie gałki. Skierował się do sklepu skupiając całą swoją uwagę na jedzeniu. Skręcił właśnie w lewą alejką, na której znajdował się sklep Eyelope. Nagle poszuł, że na kogoś wpada. Lód wylądował na koszulce jakiegoś blodnyna o szaroniebieskich oczach. Całkiem przystojny, pomyślał Harry zanim zdał sobie sprawę, że wpadł na… Malfoy’a! Wybałuszył na niego oczy i już szykował się na cios, kiedy Draco wrzasnął:
- Coś ty narobił?! – wpatrywał się w plamę na swojej koszulce. Najwyraźniej jeszcze nie zauważył kto na niego wpadł.
- Przepraszam Draco, ja… - powiedział pospiesznie Harry urywając w połowie, bo blodnyn gwałtownie podniósł wzrok. Najpierw wydawało się, że Malfoy zamierza zaatakować zielonookiego, ale jego twarz wyrażała bardziej zdziwienie. Wpatrywał się w niego przez chwilę. Harry nie wytrzymał i spytał:
- No co?
- Nic, po prostu – na twarzy szarookiego malowało się zakłopotanie – Powiedziałeś Draco.
- Tak idioto, to twoje imię! – odburknął poirytowany Harry – Chodź stań gdzieś z boku, musisz to z siebie zdjąć – wskazał palcem na brudną koszulkę chłopaka.
- A ty, idioto jesteś czarodziejem – odgryzł się Draco i wyciągnął różdżkę – Chłoszczyć -
mruknął i plama zniknęła. Malfoy schował różdżkę do kieszeni.
- Myślałem, że nie można używać czarów poza Hogwartem – zauważył Harry. Draco prychnął.
- Jestem Malfoy’em – uśmiechnął się szyderczo z lekkim triumfem na twarzy. Kiedy jak kiedy, ale w takich momentach mógł się chwalić pochodzeniem.
- Taa… - mruknął Harry. – Muszę lecieć. Do zobaczenia – powiedział odchodząc.
- Jasne… Do zobaczenia, Harry – mruknął Draco, kładą cnacisk na imieniu chłopaka, który był już jednak zbyt daleko żeby usłyszeć.
Harry szedł szybkim krokiem. Zastanawiał się co to przed chwilą miało znaczyć. Nienawidził Malfoy’a odkąd spotkał go u Madame Malkin. Dlaczego nazwał go Draco? Z paniki? Przypomniał sobie, że pomyślał o blondynie jako o przystojnym, być może godnym jego uwagi. Spłonął czerwonym rumieńcem na samo wspomnienie, którego pozbyłby się za wszelką cenę. Wszedł do sklepu Eyelope. Przed wejściem obejrzał się jednak w stronę gdzie przedtem stał Draco. Już go nie było. Przy ladzie w sklepie stała ładna, młoda czarownica o orzechowych oczach i kasztanowobrązowych włosach.
-Dzień dobry - przywitał się grzecznie Harry.
-Witam - odpowiedziała dziewczyna nie patrząc na chłopaka. Podszedł do lady.
-Poproszę te smakołyki dla sów - powiedział wskazując na prostokątne pudełko na półce.
Dziewczyna spojrzała na niego i otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Jakby na pokazanie jak bardzo jest zdziwiona dodatkowo opuściła słoik z pasikonikami. Szkło rozbiło się i po sklepie zaczęły skakać małe stworzonka. Harry szybko schylił się i zaczął wyłapywać owady. Czarownica nie ruszyła się z miejsca, by pomóc Harry'emu. Trochę go to zirytowało. Gdy pozbierał wszystkie pasikoniki wręczył je dziewczynie do rąk.
-Nie ma za co - uśmiechnął się trochę złośliwie, ale wcale nie specjalnie.
Kasjerka dalej się ruszała ani nic nie odpowiedziała. Harry już do całości wyprowadzony z równowagi przeszedł za ladę i sam ściągnął z półki pudełko ze smakołykami. Rzucił galeona na ladę i już wychodził kiedy usłyszał krzyk dziewczyny.
-Proszę p-p-p-poczekać! Ja nie mogę tego przyjąć! - wyjąkała, więc Harry odwrócił się i podszedł z powrotem do czarownicy.
-Skoro już możesz rozmawiać to tyle kosztują smakołyki, a więc położyłem ci na ladzie galeona i wyszedłem skoro ty nie mogłaś się ruszyć - powiedział nie kryjąc zdenerwowania.
- P-p-pan Harry P-p-potter? - wyjąkała znowu jakby w ogóle nie usłyszała tego co powiedział.
- Tak - skłonił się lekko.
- Aria - podała mu rękę, uścisnął ją lekko i zaraz puścił.
- Witaj Aria. A teraz jeśli pozwolisz opuszczę ten sklep - powiedział i skierował się do wyjścia.
- Chcę żeby pan wiedział, że razem z rodzicami nie wierzymy w to co piszą w Proroku - powiedziała do jego pleców.
To co piszą w Proroku? Piszą o nim w Proroku? Nie wiedział o co chodzi, bo nie miał dostępu do świata magii przez cały pobyt u Dursley'ów, a Weasley'owie nic mu nie powiedzieli. Wrócił do chłopaków w jeszcze gorszym nastroju. Zupełnie zapomniał już o spotkaniu z Draco. Hermiona, Ginny i państwo Wealey'owie też już byli. Najwidoczniej czekali tylko na niego. Hermiona szła na końcu, razem z Ginny i słuchała jej paplaniny o miotłach. Nie słuchała jej. Nawet nie udawała, że ją to interesuje. Patrzyła na Freda i zastanawiała się czy pamięta jeszcze o tym co zdarzyło się wczoraj wieczorem. Na pewno nie miało to dla niego znaczenia. Na pewno nie zastanawiał się nad tym przed snem jak Hermiona. Nagle obok siebie poczuła czyjeś ramię i na pewno nie była to Ginny. Odwróciła głowę i spojrzała do góry. Obok niej szedł Fred.
- Miałabyś coś przeciwko gdybyśmy na chwilę odłączyli się od grupy? - zapytał z łobuzerskim uśmiechem, który tak bardzo lubiła.
- Nie ma sprawy - uśmiechnęła się, ale czuła, że oblewa się czerwonym rumieńcem.
Zboczyli więc z trasy wchodząc w uliczkę po prawej stronie. Zatrzymali się przed jakimś zamkniętym sklepem.
- Ymm... Słuchaj, bo... Dużo myślałem o tym, co stało się wczoraj i... - widać było, że rozmawianie na osobności sprawia mu więcej kłopotów niż zaczepienie jej w towarzystwie.
- Kontynuuj - uśmiechnęła się próbując go zmusić, by mówił dalej.
- No i tak sobie myślałem, że jeśli... Jeśli coś dla ciebie znaczę to może... Może chciałabyś być ze mną? - ostatnie zdanie wypowiedział na jednym wydechu i to tak szybko, że Hermiona mało co go zrozumiała. Oblała się jednak kolejnym uroczym rumieńcem i tym razem zamiast mu odpowiedzieć zbliżyła się do niego i złożyła na jego ustach pocałunek.
- Czy to znaczy, że tak? - spytał uśmiechając się i odrywając od Hermiony.
- Tak głuptasie - powiedziała i delikatnie musnęła jego usta swoimi.
Dogonili resztę ekspedycji. Fred spróbował złapać ją za rękę, ale ona szepnęła:
-Wolałabym zatrzymać to w tajemnicy, przynajmniej na razie.
- Co tylko chcesz... - odpowiedział Fred.
cdn.
środa, 4 lipca 2012
Prolog
Hej jestem Patti. Cóż piszę już opowiadania fan fiction o tematyce
Potterowskiej od jakiegoś czasu, tyle że jeszcze nigdy na blogu. To mój
pierwszy. Na potrzeby opowiadania bliźniacy są o rok młodsi. Dla wyjaśnień
Hermiona jest rok starsza od Harry'ego i Rona, bo urodziła się we wrześniu 79
roku. Nie mogła wtedy iść do Hogwartu, bo trzeba mieć UKOŃCZONE 11 lat. Tak
więc poszła tam rok później. Na początek prolog, więc ENJOY!
Prolog...
Rudowłosy chłopak siedział w swoim pokoju. Rysował coś na kartce. Miał
szesnaście lat, a na imię mu było...
- FRED! - krzyknęła z dołu jakaś kobieta, najprawdopodobniej matka Freda. - KOLACJA!
Nie odpowiedział. Nie miał najmniejszego zamiaru. Czemu? Po prostu mu się nie chciało. Jakieś pięć minut później do pokoju weszła średniego wzrostu dziewczyna, o pięknych, grubych, brązowych włosach i oczach tego samego koloru. Była w wieku chłopaka.
- FRED! - krzyknęła z dołu jakaś kobieta, najprawdopodobniej matka Freda. - KOLACJA!
Nie odpowiedział. Nie miał najmniejszego zamiaru. Czemu? Po prostu mu się nie chciało. Jakieś pięć minut później do pokoju weszła średniego wzrostu dziewczyna, o pięknych, grubych, brązowych włosach i oczach tego samego koloru. Była w wieku chłopaka.
- Fred, twoja mama woła cię na
kolacje, nie udawaj głuchego - rzuciła ironicznie podnosząc brwi.
- Nie jestem głodny - odburknął,
nawet na nią nie patrząc.
- Daj spokój i chodź ze mną -
wyciągnęła do niego rękę. Rudzielec spojrzał na nią spode łba, przymrużając
oczy.
- A co jeśli nie? - spytał udając przemądrzałego.
- Chyba będę musiała cię zmusić - uśmiechnęła się.
Podeszła do niego wciąż się uśmiechając. Złapała go za rękę i pociągnęła ku drzwiom. Fred zaciekle zapierał się nogami o podłogę. Wtem spojrzenie Hermiony, bo tak miała na imię dziewczyna padło na komodę pod ścianą. Była tu tyle razy, a nigdy nie zauważyła fotografii, oprawionej w złotą ramkę. Podeszła bliżej puszczając Freda. Przedstawiała ona bliźniaków, małych, upapranych czekoladą na całej twarzy. Zachichotała i odwróciła się do jednego z nich.
- To ty? - spytała powstrzymując się ze śmiechu. - Dziwne, nigdy wcześniej tego zdjęcia nie widziałam.
- Mama się uparła, żeby je tu postawić - odpowiedział trochę urażony chichotaniem dziewczyny. Widząc jego nachmurzoną minę Hermiona zaczęła się śmiać już głośniej - No co? Śmiejesz się ze mnie? Śmiejesz się? Ja ci zaraz dam! - powiedział.
Podszedł do niej łapiąc ją za brzuch. Zaczął ją łaskotać. Dziewczyna próbowała się wyrwać, ale jakoś jej nie wychodziło. Złapała go więc za ręce i odwróciła się w jego stronę. Ich twarze dzieliły centymetry. Hermiona poczuła oddech Freda na swoich ustach. Serce zakołatało jej mocniej w piersi. Bała się, że chłopak to usłyszy, ale go nie puściła. Stali tak przez dłuższą chwilę, która dla niej trwała wieki. Głuche milczenie przerwał odgłos kroków na schodach. Szybko odsunęli się od siebie akurat w momencie, w którym w drzwiach pojawił się chłopak o ciemnych włosach, zielonych oczach i okrągłych okularach na nosie. Na czole widniała blizna w kształcie błyskawicy, przez którą wszyscy czarodzieje na świecie go rozpoznają, wszyscy znają jego imię.
- A co jeśli nie? - spytał udając przemądrzałego.
- Chyba będę musiała cię zmusić - uśmiechnęła się.
Podeszła do niego wciąż się uśmiechając. Złapała go za rękę i pociągnęła ku drzwiom. Fred zaciekle zapierał się nogami o podłogę. Wtem spojrzenie Hermiony, bo tak miała na imię dziewczyna padło na komodę pod ścianą. Była tu tyle razy, a nigdy nie zauważyła fotografii, oprawionej w złotą ramkę. Podeszła bliżej puszczając Freda. Przedstawiała ona bliźniaków, małych, upapranych czekoladą na całej twarzy. Zachichotała i odwróciła się do jednego z nich.
- To ty? - spytała powstrzymując się ze śmiechu. - Dziwne, nigdy wcześniej tego zdjęcia nie widziałam.
- Mama się uparła, żeby je tu postawić - odpowiedział trochę urażony chichotaniem dziewczyny. Widząc jego nachmurzoną minę Hermiona zaczęła się śmiać już głośniej - No co? Śmiejesz się ze mnie? Śmiejesz się? Ja ci zaraz dam! - powiedział.
Podszedł do niej łapiąc ją za brzuch. Zaczął ją łaskotać. Dziewczyna próbowała się wyrwać, ale jakoś jej nie wychodziło. Złapała go więc za ręce i odwróciła się w jego stronę. Ich twarze dzieliły centymetry. Hermiona poczuła oddech Freda na swoich ustach. Serce zakołatało jej mocniej w piersi. Bała się, że chłopak to usłyszy, ale go nie puściła. Stali tak przez dłuższą chwilę, która dla niej trwała wieki. Głuche milczenie przerwał odgłos kroków na schodach. Szybko odsunęli się od siebie akurat w momencie, w którym w drzwiach pojawił się chłopak o ciemnych włosach, zielonych oczach i okrągłych okularach na nosie. Na czole widniała blizna w kształcie błyskawicy, przez którą wszyscy czarodzieje na świecie go rozpoznają, wszyscy znają jego imię.
- Hermiono miałaś go zawołać, a
tymczasem nie ma cię od 10 minut. Pani Weasley się zaczyna denerwować -
powiedział Harry.
Naprawdę 10 minut?, pomyślała Hermiona, Aż tyle? Niemożliwe... Odetchnęła głęboko i szybko odpowiedziała:
- Masz rację, zagadaliśmy się trochę - rzuciła do Harry'ego uśmiech i mijając go wyszła z pokoju. Nawet nie spojrzała na Freda, który wydawał się być bardzo niepocieszony wizytą zielonookiego.
Draco siedział w swoim apartamencie. Czytał kolejny list miłosny od Pansy, który przypominał każdy z tej setki, którą zdążył już dostać przez wakacje. Cały napisany był czerwonym atramentem. Treściowo nie był zbyt bogaty. Za każdym razem, gdy Pansy opisywała wszystko co robiła przez cały dzień, nagle przerywała, by opisać jak zachowanie ptaka siedzącego na gałęzi przypominało jej "Drrracusia", albo żeby powiedzieć jak bardzo za nim tęskniła gdy mijała jakieś zakochane pary na ulicy. Czytając to miał ochotę się wyrzygać, a jego odpowiedzi, których było znacznie mniej zawsze brzmiały tak samo, czyli: "Spieprzaj Pansy, nie jesteśmy razem". Nie chciał być taki wredny, ale do tej dziewczyny nic, a nic nie docierało.
Naprawdę 10 minut?, pomyślała Hermiona, Aż tyle? Niemożliwe... Odetchnęła głęboko i szybko odpowiedziała:
- Masz rację, zagadaliśmy się trochę - rzuciła do Harry'ego uśmiech i mijając go wyszła z pokoju. Nawet nie spojrzała na Freda, który wydawał się być bardzo niepocieszony wizytą zielonookiego.
Draco siedział w swoim apartamencie. Czytał kolejny list miłosny od Pansy, który przypominał każdy z tej setki, którą zdążył już dostać przez wakacje. Cały napisany był czerwonym atramentem. Treściowo nie był zbyt bogaty. Za każdym razem, gdy Pansy opisywała wszystko co robiła przez cały dzień, nagle przerywała, by opisać jak zachowanie ptaka siedzącego na gałęzi przypominało jej "Drrracusia", albo żeby powiedzieć jak bardzo za nim tęskniła gdy mijała jakieś zakochane pary na ulicy. Czytając to miał ochotę się wyrzygać, a jego odpowiedzi, których było znacznie mniej zawsze brzmiały tak samo, czyli: "Spieprzaj Pansy, nie jesteśmy razem". Nie chciał być taki wredny, ale do tej dziewczyny nic, a nic nie docierało.
Poza tym miał na głowie gorsze sprawy. Takie jak ojciec, ojciec, Harry,
ojciec... Zaraz czy on pomyślał Harry? Tak, ten bliznowaty chłopak zajmował już
chyba stałe miejsce w jego umyśle. Szczególnie teraz, w wakacje. Nie wiedział
czemu. Przecież go nienawidził, od zawsze tak było. Coś się zmieniło? Miał
nadzieję, że nie. Przecież Potter zadawał się z tą szlamą, Granger i zdrajcą
krwi, Weasley'em. Ale czy go to denerwowało? Czy możliwe było, że po tym
wszystkim poczuł do niego jakąś... sympatię?
Ojciec wywierał na nim ciągłą presję. Czysta krew, czysta krew. Nic poza tym.
Ostatnio podczas obiadu gdy ojciec prawił o tym, że Ten, Którego Imienia Nie
Wolno Wymawiać ufa mu bezgranicznie, Malfoy'owi wydarło się lekkie parsknięcie
czym według Lucjusza zasłużył na tortury. Draco nie wiedział co to oznaczało. W
młodszych latach chodziło o brak kieszonkowego, a nie klątwę Cruciatus...
No to na tyle :> Piszcie czy się
podobało i czy mam pisać dalej .
Patti.
Patti.
Subskrybuj:
Posty (Atom)