niedziela, 29 lipca 2012
Rozdział 1
Rozdział 1
„Co tylko chcesz”
Po zjedzonym śniadaniu rodzina Weasley’ów, Harry oraz Hermiona zdecydowali się udać na ulicę Pokątną, by zrobić zakupy. Za pomocą proszku Fiuu przenieśli się na słynną aleję. Artur Weasley zarządził, że on i Molly pójdą po podręczniki, a „dzieciaczki” będą miały trochę czasu na smakołyki lub sklep miotlarski. Tam właśnie po namowach Ginny poszła Hermiona. Harry, Ron i bliźniacy uciekli na słodkości. Kupili sobie po wielkiej porcji lodów. Harry wybrał orzechową, malinową i o smaku soku z dyni.
- Za chwilę wrócę, muszę iść do Eyelope kupić Hedwidze smakołyki – rzucił odchodząc.
Zostały mu już tylko dwie gałki. Skierował się do sklepu skupiając całą swoją uwagę na jedzeniu. Skręcił właśnie w lewą alejką, na której znajdował się sklep Eyelope. Nagle poszuł, że na kogoś wpada. Lód wylądował na koszulce jakiegoś blodnyna o szaroniebieskich oczach. Całkiem przystojny, pomyślał Harry zanim zdał sobie sprawę, że wpadł na… Malfoy’a! Wybałuszył na niego oczy i już szykował się na cios, kiedy Draco wrzasnął:
- Coś ty narobił?! – wpatrywał się w plamę na swojej koszulce. Najwyraźniej jeszcze nie zauważył kto na niego wpadł.
- Przepraszam Draco, ja… - powiedział pospiesznie Harry urywając w połowie, bo blodnyn gwałtownie podniósł wzrok. Najpierw wydawało się, że Malfoy zamierza zaatakować zielonookiego, ale jego twarz wyrażała bardziej zdziwienie. Wpatrywał się w niego przez chwilę. Harry nie wytrzymał i spytał:
- No co?
- Nic, po prostu – na twarzy szarookiego malowało się zakłopotanie – Powiedziałeś Draco.
- Tak idioto, to twoje imię! – odburknął poirytowany Harry – Chodź stań gdzieś z boku, musisz to z siebie zdjąć – wskazał palcem na brudną koszulkę chłopaka.
- A ty, idioto jesteś czarodziejem – odgryzł się Draco i wyciągnął różdżkę – Chłoszczyć -
mruknął i plama zniknęła. Malfoy schował różdżkę do kieszeni.
- Myślałem, że nie można używać czarów poza Hogwartem – zauważył Harry. Draco prychnął.
- Jestem Malfoy’em – uśmiechnął się szyderczo z lekkim triumfem na twarzy. Kiedy jak kiedy, ale w takich momentach mógł się chwalić pochodzeniem.
- Taa… - mruknął Harry. – Muszę lecieć. Do zobaczenia – powiedział odchodząc.
- Jasne… Do zobaczenia, Harry – mruknął Draco, kładą cnacisk na imieniu chłopaka, który był już jednak zbyt daleko żeby usłyszeć.
Harry szedł szybkim krokiem. Zastanawiał się co to przed chwilą miało znaczyć. Nienawidził Malfoy’a odkąd spotkał go u Madame Malkin. Dlaczego nazwał go Draco? Z paniki? Przypomniał sobie, że pomyślał o blondynie jako o przystojnym, być może godnym jego uwagi. Spłonął czerwonym rumieńcem na samo wspomnienie, którego pozbyłby się za wszelką cenę. Wszedł do sklepu Eyelope. Przed wejściem obejrzał się jednak w stronę gdzie przedtem stał Draco. Już go nie było. Przy ladzie w sklepie stała ładna, młoda czarownica o orzechowych oczach i kasztanowobrązowych włosach.
-Dzień dobry - przywitał się grzecznie Harry.
-Witam - odpowiedziała dziewczyna nie patrząc na chłopaka. Podszedł do lady.
-Poproszę te smakołyki dla sów - powiedział wskazując na prostokątne pudełko na półce.
Dziewczyna spojrzała na niego i otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Jakby na pokazanie jak bardzo jest zdziwiona dodatkowo opuściła słoik z pasikonikami. Szkło rozbiło się i po sklepie zaczęły skakać małe stworzonka. Harry szybko schylił się i zaczął wyłapywać owady. Czarownica nie ruszyła się z miejsca, by pomóc Harry'emu. Trochę go to zirytowało. Gdy pozbierał wszystkie pasikoniki wręczył je dziewczynie do rąk.
-Nie ma za co - uśmiechnął się trochę złośliwie, ale wcale nie specjalnie.
Kasjerka dalej się ruszała ani nic nie odpowiedziała. Harry już do całości wyprowadzony z równowagi przeszedł za ladę i sam ściągnął z półki pudełko ze smakołykami. Rzucił galeona na ladę i już wychodził kiedy usłyszał krzyk dziewczyny.
-Proszę p-p-p-poczekać! Ja nie mogę tego przyjąć! - wyjąkała, więc Harry odwrócił się i podszedł z powrotem do czarownicy.
-Skoro już możesz rozmawiać to tyle kosztują smakołyki, a więc położyłem ci na ladzie galeona i wyszedłem skoro ty nie mogłaś się ruszyć - powiedział nie kryjąc zdenerwowania.
- P-p-pan Harry P-p-potter? - wyjąkała znowu jakby w ogóle nie usłyszała tego co powiedział.
- Tak - skłonił się lekko.
- Aria - podała mu rękę, uścisnął ją lekko i zaraz puścił.
- Witaj Aria. A teraz jeśli pozwolisz opuszczę ten sklep - powiedział i skierował się do wyjścia.
- Chcę żeby pan wiedział, że razem z rodzicami nie wierzymy w to co piszą w Proroku - powiedziała do jego pleców.
To co piszą w Proroku? Piszą o nim w Proroku? Nie wiedział o co chodzi, bo nie miał dostępu do świata magii przez cały pobyt u Dursley'ów, a Weasley'owie nic mu nie powiedzieli. Wrócił do chłopaków w jeszcze gorszym nastroju. Zupełnie zapomniał już o spotkaniu z Draco. Hermiona, Ginny i państwo Wealey'owie też już byli. Najwidoczniej czekali tylko na niego. Hermiona szła na końcu, razem z Ginny i słuchała jej paplaniny o miotłach. Nie słuchała jej. Nawet nie udawała, że ją to interesuje. Patrzyła na Freda i zastanawiała się czy pamięta jeszcze o tym co zdarzyło się wczoraj wieczorem. Na pewno nie miało to dla niego znaczenia. Na pewno nie zastanawiał się nad tym przed snem jak Hermiona. Nagle obok siebie poczuła czyjeś ramię i na pewno nie była to Ginny. Odwróciła głowę i spojrzała do góry. Obok niej szedł Fred.
- Miałabyś coś przeciwko gdybyśmy na chwilę odłączyli się od grupy? - zapytał z łobuzerskim uśmiechem, który tak bardzo lubiła.
- Nie ma sprawy - uśmiechnęła się, ale czuła, że oblewa się czerwonym rumieńcem.
Zboczyli więc z trasy wchodząc w uliczkę po prawej stronie. Zatrzymali się przed jakimś zamkniętym sklepem.
- Ymm... Słuchaj, bo... Dużo myślałem o tym, co stało się wczoraj i... - widać było, że rozmawianie na osobności sprawia mu więcej kłopotów niż zaczepienie jej w towarzystwie.
- Kontynuuj - uśmiechnęła się próbując go zmusić, by mówił dalej.
- No i tak sobie myślałem, że jeśli... Jeśli coś dla ciebie znaczę to może... Może chciałabyś być ze mną? - ostatnie zdanie wypowiedział na jednym wydechu i to tak szybko, że Hermiona mało co go zrozumiała. Oblała się jednak kolejnym uroczym rumieńcem i tym razem zamiast mu odpowiedzieć zbliżyła się do niego i złożyła na jego ustach pocałunek.
- Czy to znaczy, że tak? - spytał uśmiechając się i odrywając od Hermiony.
- Tak głuptasie - powiedziała i delikatnie musnęła jego usta swoimi.
Dogonili resztę ekspedycji. Fred spróbował złapać ją za rękę, ale ona szepnęła:
-Wolałabym zatrzymać to w tajemnicy, przynajmniej na razie.
- Co tylko chcesz... - odpowiedział Fred.
cdn.
środa, 4 lipca 2012
Prolog
Hej jestem Patti. Cóż piszę już opowiadania fan fiction o tematyce
Potterowskiej od jakiegoś czasu, tyle że jeszcze nigdy na blogu. To mój
pierwszy. Na potrzeby opowiadania bliźniacy są o rok młodsi. Dla wyjaśnień
Hermiona jest rok starsza od Harry'ego i Rona, bo urodziła się we wrześniu 79
roku. Nie mogła wtedy iść do Hogwartu, bo trzeba mieć UKOŃCZONE 11 lat. Tak
więc poszła tam rok później. Na początek prolog, więc ENJOY!
Prolog...
Rudowłosy chłopak siedział w swoim pokoju. Rysował coś na kartce. Miał
szesnaście lat, a na imię mu było...
- FRED! - krzyknęła z dołu jakaś kobieta, najprawdopodobniej matka Freda. - KOLACJA!
Nie odpowiedział. Nie miał najmniejszego zamiaru. Czemu? Po prostu mu się nie chciało. Jakieś pięć minut później do pokoju weszła średniego wzrostu dziewczyna, o pięknych, grubych, brązowych włosach i oczach tego samego koloru. Była w wieku chłopaka.
- FRED! - krzyknęła z dołu jakaś kobieta, najprawdopodobniej matka Freda. - KOLACJA!
Nie odpowiedział. Nie miał najmniejszego zamiaru. Czemu? Po prostu mu się nie chciało. Jakieś pięć minut później do pokoju weszła średniego wzrostu dziewczyna, o pięknych, grubych, brązowych włosach i oczach tego samego koloru. Była w wieku chłopaka.
- Fred, twoja mama woła cię na
kolacje, nie udawaj głuchego - rzuciła ironicznie podnosząc brwi.
- Nie jestem głodny - odburknął,
nawet na nią nie patrząc.
- Daj spokój i chodź ze mną -
wyciągnęła do niego rękę. Rudzielec spojrzał na nią spode łba, przymrużając
oczy.
- A co jeśli nie? - spytał udając przemądrzałego.
- Chyba będę musiała cię zmusić - uśmiechnęła się.
Podeszła do niego wciąż się uśmiechając. Złapała go za rękę i pociągnęła ku drzwiom. Fred zaciekle zapierał się nogami o podłogę. Wtem spojrzenie Hermiony, bo tak miała na imię dziewczyna padło na komodę pod ścianą. Była tu tyle razy, a nigdy nie zauważyła fotografii, oprawionej w złotą ramkę. Podeszła bliżej puszczając Freda. Przedstawiała ona bliźniaków, małych, upapranych czekoladą na całej twarzy. Zachichotała i odwróciła się do jednego z nich.
- To ty? - spytała powstrzymując się ze śmiechu. - Dziwne, nigdy wcześniej tego zdjęcia nie widziałam.
- Mama się uparła, żeby je tu postawić - odpowiedział trochę urażony chichotaniem dziewczyny. Widząc jego nachmurzoną minę Hermiona zaczęła się śmiać już głośniej - No co? Śmiejesz się ze mnie? Śmiejesz się? Ja ci zaraz dam! - powiedział.
Podszedł do niej łapiąc ją za brzuch. Zaczął ją łaskotać. Dziewczyna próbowała się wyrwać, ale jakoś jej nie wychodziło. Złapała go więc za ręce i odwróciła się w jego stronę. Ich twarze dzieliły centymetry. Hermiona poczuła oddech Freda na swoich ustach. Serce zakołatało jej mocniej w piersi. Bała się, że chłopak to usłyszy, ale go nie puściła. Stali tak przez dłuższą chwilę, która dla niej trwała wieki. Głuche milczenie przerwał odgłos kroków na schodach. Szybko odsunęli się od siebie akurat w momencie, w którym w drzwiach pojawił się chłopak o ciemnych włosach, zielonych oczach i okrągłych okularach na nosie. Na czole widniała blizna w kształcie błyskawicy, przez którą wszyscy czarodzieje na świecie go rozpoznają, wszyscy znają jego imię.
- A co jeśli nie? - spytał udając przemądrzałego.
- Chyba będę musiała cię zmusić - uśmiechnęła się.
Podeszła do niego wciąż się uśmiechając. Złapała go za rękę i pociągnęła ku drzwiom. Fred zaciekle zapierał się nogami o podłogę. Wtem spojrzenie Hermiony, bo tak miała na imię dziewczyna padło na komodę pod ścianą. Była tu tyle razy, a nigdy nie zauważyła fotografii, oprawionej w złotą ramkę. Podeszła bliżej puszczając Freda. Przedstawiała ona bliźniaków, małych, upapranych czekoladą na całej twarzy. Zachichotała i odwróciła się do jednego z nich.
- To ty? - spytała powstrzymując się ze śmiechu. - Dziwne, nigdy wcześniej tego zdjęcia nie widziałam.
- Mama się uparła, żeby je tu postawić - odpowiedział trochę urażony chichotaniem dziewczyny. Widząc jego nachmurzoną minę Hermiona zaczęła się śmiać już głośniej - No co? Śmiejesz się ze mnie? Śmiejesz się? Ja ci zaraz dam! - powiedział.
Podszedł do niej łapiąc ją za brzuch. Zaczął ją łaskotać. Dziewczyna próbowała się wyrwać, ale jakoś jej nie wychodziło. Złapała go więc za ręce i odwróciła się w jego stronę. Ich twarze dzieliły centymetry. Hermiona poczuła oddech Freda na swoich ustach. Serce zakołatało jej mocniej w piersi. Bała się, że chłopak to usłyszy, ale go nie puściła. Stali tak przez dłuższą chwilę, która dla niej trwała wieki. Głuche milczenie przerwał odgłos kroków na schodach. Szybko odsunęli się od siebie akurat w momencie, w którym w drzwiach pojawił się chłopak o ciemnych włosach, zielonych oczach i okrągłych okularach na nosie. Na czole widniała blizna w kształcie błyskawicy, przez którą wszyscy czarodzieje na świecie go rozpoznają, wszyscy znają jego imię.
- Hermiono miałaś go zawołać, a
tymczasem nie ma cię od 10 minut. Pani Weasley się zaczyna denerwować -
powiedział Harry.
Naprawdę 10 minut?, pomyślała Hermiona, Aż tyle? Niemożliwe... Odetchnęła głęboko i szybko odpowiedziała:
- Masz rację, zagadaliśmy się trochę - rzuciła do Harry'ego uśmiech i mijając go wyszła z pokoju. Nawet nie spojrzała na Freda, który wydawał się być bardzo niepocieszony wizytą zielonookiego.
Draco siedział w swoim apartamencie. Czytał kolejny list miłosny od Pansy, który przypominał każdy z tej setki, którą zdążył już dostać przez wakacje. Cały napisany był czerwonym atramentem. Treściowo nie był zbyt bogaty. Za każdym razem, gdy Pansy opisywała wszystko co robiła przez cały dzień, nagle przerywała, by opisać jak zachowanie ptaka siedzącego na gałęzi przypominało jej "Drrracusia", albo żeby powiedzieć jak bardzo za nim tęskniła gdy mijała jakieś zakochane pary na ulicy. Czytając to miał ochotę się wyrzygać, a jego odpowiedzi, których było znacznie mniej zawsze brzmiały tak samo, czyli: "Spieprzaj Pansy, nie jesteśmy razem". Nie chciał być taki wredny, ale do tej dziewczyny nic, a nic nie docierało.
Naprawdę 10 minut?, pomyślała Hermiona, Aż tyle? Niemożliwe... Odetchnęła głęboko i szybko odpowiedziała:
- Masz rację, zagadaliśmy się trochę - rzuciła do Harry'ego uśmiech i mijając go wyszła z pokoju. Nawet nie spojrzała na Freda, który wydawał się być bardzo niepocieszony wizytą zielonookiego.
Draco siedział w swoim apartamencie. Czytał kolejny list miłosny od Pansy, który przypominał każdy z tej setki, którą zdążył już dostać przez wakacje. Cały napisany był czerwonym atramentem. Treściowo nie był zbyt bogaty. Za każdym razem, gdy Pansy opisywała wszystko co robiła przez cały dzień, nagle przerywała, by opisać jak zachowanie ptaka siedzącego na gałęzi przypominało jej "Drrracusia", albo żeby powiedzieć jak bardzo za nim tęskniła gdy mijała jakieś zakochane pary na ulicy. Czytając to miał ochotę się wyrzygać, a jego odpowiedzi, których było znacznie mniej zawsze brzmiały tak samo, czyli: "Spieprzaj Pansy, nie jesteśmy razem". Nie chciał być taki wredny, ale do tej dziewczyny nic, a nic nie docierało.
Poza tym miał na głowie gorsze sprawy. Takie jak ojciec, ojciec, Harry,
ojciec... Zaraz czy on pomyślał Harry? Tak, ten bliznowaty chłopak zajmował już
chyba stałe miejsce w jego umyśle. Szczególnie teraz, w wakacje. Nie wiedział
czemu. Przecież go nienawidził, od zawsze tak było. Coś się zmieniło? Miał
nadzieję, że nie. Przecież Potter zadawał się z tą szlamą, Granger i zdrajcą
krwi, Weasley'em. Ale czy go to denerwowało? Czy możliwe było, że po tym
wszystkim poczuł do niego jakąś... sympatię?
Ojciec wywierał na nim ciągłą presję. Czysta krew, czysta krew. Nic poza tym.
Ostatnio podczas obiadu gdy ojciec prawił o tym, że Ten, Którego Imienia Nie
Wolno Wymawiać ufa mu bezgranicznie, Malfoy'owi wydarło się lekkie parsknięcie
czym według Lucjusza zasłużył na tortury. Draco nie wiedział co to oznaczało. W
młodszych latach chodziło o brak kieszonkowego, a nie klątwę Cruciatus...
No to na tyle :> Piszcie czy się
podobało i czy mam pisać dalej .
Patti.
Patti.
Subskrybuj:
Posty (Atom)